22 listopada 2014

Rozdział XXIV

Gdy dzień w dzień, od kilku miesięcy, widujesz te same twarze, od razu jesteś w stanie wychwycić tą jedną, obcą. Dlatego od razu go dostrzegam. A może dzieję się tak dlatego, że w rękach trzyma ogromny bukiet róż.
- Czekasz tu na kogoś? – pytam, gdy dzielą nas od siebie jakieś cztery kroki.
- Tak – odpowiada z uśmiechem. -  Na ciebie.
- A te kwiaty to też dla mnie? – mówię ze śmiechem.
- Tak. Po prostu muszę się dziś wkupić w twoje łaski – to powiedziawszy, Tomek wręcza mi kwiaty.
- Co przeskrobałeś? – rzucam, zaciągając się intensywną wonią róż.
- Ja? – prycha, udając oburzenie. – Nic. Po prostu mam do ciebie prośbę.
Unoszę do góry jedną brew i czekam, aż będzie kontynuował.
- Umówiłem się dzisiaj ze znajomymi ze studiów.  Nie widziałem ich od pewnego czasu, ale za czasów studenckich uważali mnie za lekkiego frajera. Dziś chciałbym się na nich odegrać.
- A jak ja mam ci w tym pomóc?
- Mogłabyś udawać moją dziewczynę? - spoglądam w jego pełne nadziei oczy i po prostu wybucham śmiechem.
- No, nigdy nie umiałem gadać z dziewczynami. Na każdej imprezie kumple nabijali się z moich nieudanych podrywów. Chciałbym im pokazać, że udało mi się znaleźć ładną dziewczyną. A ty… no nie oszukujmy się: jesteś najładniejszą dziewczyną, którą znam i która z pewnością zgodziłaby się mi pomóc.
- No nie wiem, nie wiem… - rzucam, przewracając oczami.
- No daj spokój, nie dasz się wyciągnąć na imprezkę z grupą przystojnych chłopaków po psychologii?
- I cóż z tego, jak nie będę mogła ich podrywać, bo będę musiała udawać wierną ci dziewczynę?
- No nie daj się prosić…
- Pewnie, że się zgadzam - mówię w końcu, szturchając go w ramię. – Chciałam tylko przez chwile potrzymać cię w niepewności.
♥♥♥
Kilka minut po siódmej wysiadamy pod klubem „Iguana”
- Wpuszczą mnie bez problemu? – pytam, gdy ustawiamy się w kolejce do wejścia.
- No jasne. Pewnie nawet nie zapytają cię o dokumenty. Wyglądasz na co najmniej dziewiętnaście lat.
I tym razem ma racje. Postawny ochroniarz bez jakiegokolwiek słowa przybija nam na dłoni pieczątkę z wizerunkiem iguany i wpuszcza nas do środka.
Klub jest dość duży i chyba dość popularny : jest tu już naprawdę dużo ludzi. Tomek łapie mnie za rękę i prowadzi w głąb migających na różne kolory świateł. Przez chwile błądzimy po obiekcie, aż w końcu znajdujemy jego kolegów w jednej z bocznych salek, gdzie muzyka gra zdecydowanie ciszej.
- Tomek, kopę lat! – mówi jeden z nich na nasz widok.
- Świetnie wyglądasz – mówi drugi, ściskając go i klepiąc po ramieniu.
- Może przedstawisz nam swoją koleżankę? – rzuca inny, kładąc zdecydowany nacisk na ostatnie słowo.
- A, racja – odpowiada obojętnie Tomek. – Chłopaki, to Ada moja dziewczyna.
- U la la… Jestem Hubert – mówi jeden z nich i całuje moją dłoń. – A to Marcin i Patryk – spoglądam we wskazywanym mi kierunku. Dwóch chłopaków uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
- Miło mi was poznać – rzucam po prostu.
Zajmujemy miejsce na dwóch kanapach wokół okrągłego stolika : jedną z kanap zajmuję ja i Tomek, na drugiej siedzą jego koledzy.
- Zaczekajcie, pójdę po coś do picia – mówi chłopak przedstawiony mi jako Marcin.
Szybko znika za rogiem, a Tomek już wdaje się w jakąś niezobowiązująca rozmowę. Czuję się nieco niepewnie, gdy obejmuje mnie jednym ramieniem. On za to jest w pełni wyluzowany. Dociera do mnie, że teraz widzę, jaki jest naprawdę. Już nie jest poważnym psychologiem, który ratuje ludzi. To zwykły chłopak, niewiele starszy ode mnie.
Po chwili wraca do nas Marcin. W rękach trzyma tacę zastawioną szkłem z alkoholem: pięć kieliszków z wódką i pięć drinków z kolorowymi parasolkami.
- No to, za spotkanie! – mówi, Hubert podając nam kieliszki. Wznosi swój do góry i czeka aż reszta pójdzie w jego ślady.
Reakcja następuje natychmiastowo. Ja jako jedyna trochę się waham. W końcu wznoszę swój kieliszek do góry, i wmawiając sobie, że to tylko na potrzeby dzisiejszego „przedstawienia”, wypijam całą jego zawartość. Zaciskam usta, żeby się nie skrzywić. I pomyśleć, że ojciec pił to niemalże codziennie.
Musieli nie widzieć się naprawdę długo, przez cały czas buzie im się nie zamykają. Nie mówię zbyt wiele, głównie słucham historii opowiadanych przez kolegów Tomka i sączę mojego drinka. Jest dobry, nie czuć w nim zbytnio alkoholu, przeważa w nim nuta mięty i limonki.
- Może pójdziemy trochę na parkiet? – proponuje Hubert. – No wiesz, ty już masz dziewczynę, ale my moglibyśmy sobie jakieś wyrwać
- Jasne, idźcie. Zaraz dołączymy – odpowiada Tomek. Chłopaki jak na zawołanie podnoszą się z kanapy i znikają za rogiem. – Dobrze się bawisz? – pyta, gdy zostajemy sami.
-  Pewnie, masz przezabawnych kolegów – mówię szczerze. – To na pewno lepsze niż siedzenie w domu.
- A dasz się wyciągnąć do tańca? – rzuca nonszalancko.
- W sumie, czemu nie? W końcu tylko dzisiaj jestem twoją dziewczyną.
Wybuchamy śmiechem i idziemy w stronę głównej sali.
- Poczekaj chwilę. Skoczę do łazienki i zaraz wracam
- Okej – odpowiadam i siadam na jednym ze stołków barowych.
- Coś podać, ślicznotko? – zaczepia mnie od razu barman.
- Dzięki, ale na razie nie – mówię z uśmiechem.
- Na pewno? Ja stawiam – słyszę z prawej strony. Obracam głowę w tamtym kierunku i widzę chłopaka, na oko dwudziestoletniego. Jest dość przystojny, z lekkim zarostem na twarzy.
- Na pewno.
- No to może przynajmniej ze mną zatańczysz? – już otwieram usta, żeby zaprotestować, gdy chłopak łapie mnie za nadgarstki i ciągnie na parkiet. Ostatni raz spoglądam w stronę toalet, ale pomoc nie nadchodzi.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zatańczyć z nieznajomym. Panuje tutaj duży ścisk, może dlatego jesteśmy zdecydowanie zbyt blisko siebie.
Na szczęście to wszystko trwa tylko chwilę.
- Odbijany – słyszę nagle i czuję, jak ktoś chwyta mnie w talii i tanecznym krokiem odciąga jak najdalej nieznajomego.
- Zostawić cię tylko na chwilę -  w głosie Tomka słychać dezaprobatę. – a już zbiegają się wygłodniałe wilki.
♥♥♥
Następnego dnia budzę się dość późno: zegarek wskazuje dziesiątą. Z kubkiem kawy i jogurtem truskawkowym w ręce zasiadam przed komputerem. Włączam jedną z moich playlist i zaczynam przeglądać stronę z wiadomościami z myślą o napisaniu prasówek na wos.
Otwieram zeszyt, gotowa do pisania, gdy w lewym dolnym rogu wyskakuje podłużne okienko. Powiadomienie o nowej wiadomości.

Bartek
Cześć, możemy porozmawiać?

Przez ostatni tydzień Bartek ciągle próbował się ze mną skontaktować. Mimo jego starań, cały czas unikałam jego telefonów.
Zamykam okienko i zajmuję się pisaniem. Zdążam napisać jedynie jedną wiadomość, gdy otrzymuję już drugie powiadomienie.

Bartek
Ada, doskonale wiem, że tam jesteś. O tej porze zawsze piszesz prasówki na poniedziałek.
Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?

Ja
A o czym miałabym z Tobą rozmawiać? Dla mnie wszystko jest jasne.

Bartek
Właśnie tego się obawiałem.
Ada, to nie tak jak myślisz.

Ja
Coś niby źle zrozumiałam? Przecież takiej sytuacji nie da się inaczej odebrać.

Bartek
Ja wiem, ale…. Ja nie mogłem inaczej. Nie byłem w stanie wam o tym powiedzieć, bo tak bardzo nie chciałem się z wami żegnać. Ja nie chciałem was okłamywać, nie chciałem was zawieść…

Ja
Ale zawiodłeś nas.
Dlatego proszę nie dzwoń, nie pisz do mnie i do nikogo z chłopaków. Zdecydowałeś się odejść, więc idź. Mam tylko nadzieję, że wszystko Ci się ułoży.

Bartek
Ada, zaczekaj.

Ja
Żegnaj.


To napisawszy, wyłączam komunikator.
by Heather - Land of Grafic