Rozdział XX
Szybko przejeżdżam główką zapałki
po drasce. Jedną dłonią osłaniam płomień i powoli przesuwam go w stronę knota.
Zapalam go i zdmuchuję ogień.
Maciek przykrywa znicz i cofa się
kilka kroków od niedawno wybudowanego pomnika, który przykryty jest jeszcze wiązankami
z białymi kwiatami.
Zmawiamy modlitwę, tylko tak
teraz możemy mu pomóc. Oddalamy się od grobu i kierujemy w stronę wyjścia z
cmentarza.
Gdy przechodzimy prze potężną
bramę, czuję, że mój telefon wibruje. Wyciągam go i spoglądam na ekran. Jakiś
nieznany numer. Naciskam zieloną słuchawkę na dotykowym ekranie i przykładam
telefon do ucha.
- Słucham?
- Ada? – pyta jakiś dziwnie
znajomy, męski głos. Przez chwilę milczę, ale wreszcie dociera do mnie, kto
jest jego właścicielem.
- Cześć Tomek - odpowiadam po prostu.
- Czyli jednak nie pomyliłem
numerów - jestem pewna, że w tym momencie się uśmiechnął. – Mogłabyś wpaść do
mnie niedługo z Maćkiem?
- Ale dzisiaj mama ma wizytę… -
mówię lekko zdezorientowana.
- Wiem, ale chciałbym, żebyście
też przyszli na to spotkanie. Chciałbym porozmawiać z waszą trójką.
- No dobrze. Kiedy dokładnie mama
ma wizytę?
- Za pół godziny.
- Sądzę, że powinniśmy zdążyć.
- Świetnie. Do zobaczenia.
Rozłącza się, a ja chowam telefon
z powrotem do kieszeni.
- O co chodzi? – pyta jak zwykle ciekawski Maciek.
- Dzwonił Tomek. Chce, żebyśmy przyszli
dziś na wizytę wraz z mamą.
- Wspólna wizyta? Trochę to
dziwne – rzuca. Siadamy na przystanku, do którego właśnie doszliśmy. Do
autobusu mamy jeszcze kilka minut. – Nie wiesz, o co może chodzić?
Przecząco kiwam głową.
- Ale znając Tomka, na pewno nie
robi tego spotkania bez powodu.
♥
♥ ♥
Do wejścia do gabinetu jak zwykle
zachęca nas „Proszę!” wypowiedziane łagodnym, męskim głosem.
Otwieram drzwi i wchodzimy do
pokoju. Mama obrzuca nas, a potem Tomka pytającym spojrzeniem.
- Zadzwoniłem po nich. Chciałbym
dzisiaj porozmawiać z wami wszystkimi.
Zdejmujemy kurtki i siadamy na
dwóch wolnych krzesłach ustawionych na planie kwadratu.
Nikt nie odzywa się słowem,
siedzimy w ciszy przez następną chwilę.
- W ostatnim czasie spotykałem
się z wami i rozmawiałem o waszych problemach i burzliwych emocjach.
Chcieliście mojej pomocy, ale nie wpadliście na najbardziej oczywisty pomysł.
Spogląda na nas po kolei, ale
zaraz znów kontynuuje swoją wypowiedź.
- Potrzebowaliście czyjegoś zrozumienia,
a przecież jesteście rodziną. Powinniście być dla siebie oparciem właśnie w
tych trudnych chwilach, a zauważyłem, że nie mieliście okazji ze sobą o tym
porozmawiać.
Faktycznie. Nawet nie przypominam
sobie, kiedy ostatnio tak szczerze rozmawiałam z mamą. Była zawsze taka
zapracowana i przejęta tylko problemem taty.
- Powiedzcie to sobie teraz -
dodaje i rozkłada się wygodnie w fotelu.
Mimo to wciąż milczymy.
Spoglądam na mamę, potem na
Maćka, Tomka i gdzieś za okno. Powtarzam sekwencję jeszcze dwa razy. Chyba nikt
nie zamierza się odezwać. W końcu odchrząkuję i to ja zabieram głos.
- Maćkowi nie mam nic do
powiedzenia. On wie wszystko. Był ze mną w każdej złej chwili i przeżywał dokładnie
to samo, co ja. Pomógł mi. – przenoszę wzrok na mamę. - Nie to co ty.
Zaczynam ciągnąc swój wywód, a słowa
wyrzucam z siebie tak szybko, jak z karabinu maszynowego.
- Przecież wiedziałaś, jaki był i
co nam robił. Nawet nie próbowałaś stanąć w naszej obronie. Ciągle brałaś coraz
to więcej dyżurów w pracy, a całe twoje pieniądze i tak ojciec przepijał. O to
właśnie ci chodziło?
- Ada, może trochę się uspokoisz…
- Nie, Maciek. Przecież kiedyś i
tak musielibyśmy jej to powiedzieć- przerywam bratu, po czym znowu zwracam się
do mamy. – Ja wiem, że go kochałaś. Ja wiem, że chciałaś mu pomóc ze wszystkich
sił. Ale dlaczego robiłaś to naszym kosztem? Dlaczego nie chciałaś nam
pomóc? Dlaczego nas nie kochasz, mamo?
Na reakcję z jej strony nie
muszę długo czekać.
- A dlaczego wy nie mogliście mi
pomóc!? Zostawiliście mnie z nim sami, on was w ogóle nie interesował. Byliście
zbyt zajęci czubkami swoich nosów.
- Jak mogliśmy pomóc komuś, kto
nas bił? – do dyskusji włącza się również Maciek. - My się go po prostu baliśmy.
Bałem się wrócić do domu po szkole, bo bałem się, że będzie na mnie czekał. Bałem
się, że znów będzie we mnie wmuszał alkohol, że znów mnie uderzy. A ty przecież
doskonale wiedziałaś, widziałaś siniaki na naszym ciele. Ciebie również bił, myślisz,
że o tym nie wiem!?
- Ale on nie chciał nas bić! To
był dobry człowiek. To tylko twoja wina!– mama zrywa się z krzesła i podchodzi
w moją stronę. Tomek instynktownie przytrzymuje ją, gdy nagle zaczyna
chaotycznie rzucać się na wszystkie strony. – To ty nagadałaś jakiś głupot
Maćkowi, to ty nie potrafiłaś docenić tego, co ojciec dla ciebie robił. To przez
ciebie stracił pracę, to przez ciebie zaczął pić. To ty go zabiłaś.
Również wstaję z krzesła.
- Mówisz dokładnie tak jak
ojciec! I co, teraz też mnie uderzysz jak on?! No dalej, proszę! Nie krępuj
się!
I nagle wszystko dzieje się zbyt
szybko. Mama wyszarpuje się z uścisku Tomka i wymierza mi siarczysty policzek.
Do oczu napływają mi łzy złości.
- Nienawidzę cię! – wykrzykuję i
wybiegam z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami.
Idę przed siebie i dopiero po
chwili trochę się uspokajam. Zaczynam drżeć z zimna, zapomniałam wziąć kurtki z
gabinetu. Trudno, najwyżej będzie musiała tam zostać.
Przed siebie niosą mnie tylko nogi, a ja sama nie
wiem gdzie jestem. Wokół mnie panuje spory ruch, wszyscy żyją swoim życiem.
Nikt nie zwraca uwagi na mój płacz.
- Ada, zaczekaj! – słyszę po
chwili, ale nie mam zamiaru się zatrzymywać. Jednak Maciek szybko mnie dogania.
- Załóż na siebie, bo się zaziębisz
– mówi, lekko dysząc.
Odbieram od niego płaszcz, ale
wciąż idę przed siebie.
- Ada… - chwyta mnie za
nadgarstek, ale od razu się wyszarpuję.
- Daj mi spokój, chcę być sama-
prawie krzyczę i przyśpieszam kroku.
Nie jest to konieczne, bo zrezygnowany
Maciek właśnie się zatrzymuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz