04 października 2014

Rozdział XX

Szybko przejeżdżam główką zapałki po drasce. Jedną dłonią osłaniam płomień i powoli przesuwam go w stronę knota. Zapalam go i zdmuchuję ogień.
Maciek przykrywa znicz i cofa się kilka kroków od niedawno wybudowanego pomnika, który przykryty jest jeszcze wiązankami z białymi kwiatami.
Zmawiamy modlitwę, tylko tak teraz możemy mu pomóc. Oddalamy się od grobu i kierujemy w stronę wyjścia z cmentarza.
Gdy przechodzimy prze potężną bramę, czuję, że mój telefon wibruje. Wyciągam go i spoglądam na ekran. Jakiś nieznany numer. Naciskam zieloną słuchawkę na dotykowym ekranie i przykładam telefon do ucha.
- Słucham?
- Ada? – pyta jakiś dziwnie znajomy, męski głos. Przez chwilę milczę, ale wreszcie dociera do mnie, kto jest jego właścicielem.
- Cześć Tomek - odpowiadam po prostu.
- Czyli jednak nie pomyliłem numerów - jestem pewna, że w tym momencie się uśmiechnął. – Mogłabyś wpaść do mnie niedługo z Maćkiem?
- Ale dzisiaj mama ma wizytę… - mówię lekko zdezorientowana.
- Wiem, ale chciałbym, żebyście też przyszli na to spotkanie. Chciałbym porozmawiać z waszą trójką.
- No dobrze. Kiedy dokładnie mama ma wizytę?
- Za pół godziny.
- Sądzę, że powinniśmy zdążyć.
- Świetnie. Do zobaczenia.
Rozłącza się, a ja chowam telefon z powrotem do kieszeni.
- O co chodzi? – pyta  jak zwykle ciekawski Maciek.
- Dzwonił Tomek. Chce, żebyśmy przyszli dziś na wizytę wraz z mamą.
- Wspólna wizyta? Trochę to dziwne – rzuca. Siadamy na przystanku, do którego właśnie doszliśmy. Do autobusu mamy jeszcze kilka minut. – Nie wiesz, o co może chodzić?
Przecząco kiwam głową.
- Ale znając Tomka, na pewno nie robi tego spotkania bez powodu.
Do wejścia do gabinetu jak zwykle zachęca nas „Proszę!” wypowiedziane łagodnym, męskim głosem.
Otwieram drzwi i wchodzimy do pokoju. Mama obrzuca nas, a potem Tomka pytającym spojrzeniem.
- Zadzwoniłem po nich. Chciałbym dzisiaj porozmawiać z wami wszystkimi.
Zdejmujemy kurtki i siadamy na dwóch wolnych krzesłach ustawionych na planie kwadratu.
Nikt nie odzywa się słowem, siedzimy w ciszy przez następną chwilę.
- W ostatnim czasie spotykałem się z wami i rozmawiałem o waszych problemach i burzliwych emocjach. Chcieliście mojej pomocy, ale nie wpadliście na najbardziej oczywisty pomysł.
Spogląda na nas po kolei, ale zaraz znów kontynuuje swoją wypowiedź.
- Potrzebowaliście czyjegoś zrozumienia, a przecież jesteście rodziną. Powinniście być dla siebie oparciem właśnie w tych trudnych chwilach, a zauważyłem, że nie mieliście okazji ze sobą o tym porozmawiać.
Faktycznie. Nawet nie przypominam sobie, kiedy ostatnio tak szczerze rozmawiałam z mamą. Była zawsze taka zapracowana i przejęta tylko problemem taty.
- Powiedzcie to sobie teraz - dodaje i rozkłada się wygodnie w fotelu.
Mimo to wciąż milczymy.
Spoglądam na mamę, potem na Maćka, Tomka i gdzieś za okno. Powtarzam sekwencję jeszcze dwa razy. Chyba nikt nie zamierza się odezwać. W końcu odchrząkuję i to ja zabieram głos.
- Maćkowi nie mam nic do powiedzenia. On wie wszystko. Był ze mną w każdej złej chwili i przeżywał dokładnie to samo, co ja. Pomógł mi. – przenoszę wzrok na mamę. - Nie to co ty.
Zaczynam ciągnąc swój wywód, a słowa wyrzucam z siebie tak szybko, jak z karabinu maszynowego.
- Przecież wiedziałaś, jaki był i co nam robił. Nawet nie próbowałaś stanąć w naszej obronie. Ciągle brałaś coraz to więcej dyżurów w pracy, a całe twoje pieniądze i tak ojciec przepijał. O to właśnie ci chodziło?
- Ada, może trochę się uspokoisz…
- Nie, Maciek. Przecież kiedyś i tak musielibyśmy jej to powiedzieć- przerywam bratu, po czym znowu zwracam się do mamy. – Ja wiem, że go kochałaś. Ja wiem, że chciałaś mu pomóc ze wszystkich sił. Ale dlaczego robiłaś to naszym kosztem? Dlaczego nie chciałaś nam pomóc? Dlaczego nas nie kochasz, mamo?
Na reakcję z jej strony nie muszę długo czekać.
- A dlaczego wy nie mogliście mi pomóc!? Zostawiliście mnie z nim sami, on was w ogóle nie interesował. Byliście zbyt zajęci czubkami swoich nosów.
- Jak mogliśmy pomóc komuś, kto nas bił? – do dyskusji włącza się również Maciek. - My się go po prostu baliśmy. Bałem się wrócić do domu po szkole, bo bałem się, że będzie na mnie czekał. Bałem się, że znów będzie we mnie wmuszał alkohol, że znów mnie uderzy. A ty przecież doskonale wiedziałaś, widziałaś siniaki na naszym ciele. Ciebie również bił, myślisz, że o tym nie wiem!?
- Ale on nie chciał nas bić! To był dobry człowiek. To tylko twoja wina!– mama zrywa się z krzesła i podchodzi w moją stronę. Tomek instynktownie przytrzymuje ją, gdy nagle zaczyna chaotycznie rzucać się na wszystkie strony. – To ty nagadałaś jakiś głupot Maćkowi, to ty nie potrafiłaś docenić tego, co ojciec dla ciebie robił. To przez ciebie stracił pracę, to przez ciebie zaczął pić. To ty go zabiłaś.
Również wstaję z krzesła.
- Mówisz dokładnie tak jak ojciec! I co, teraz też mnie uderzysz jak on?! No dalej, proszę! Nie krępuj się!
I nagle wszystko dzieje się zbyt szybko. Mama wyszarpuje się z uścisku Tomka i wymierza mi siarczysty policzek. Do oczu napływają mi łzy złości.
- Nienawidzę cię! – wykrzykuję i wybiegam z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami.
Idę przed siebie i dopiero po chwili trochę się uspokajam. Zaczynam drżeć z zimna, zapomniałam wziąć kurtki z gabinetu. Trudno, najwyżej będzie musiała tam zostać.
Przed siebie niosą mnie tylko nogi, a ja sama nie wiem gdzie jestem. Wokół mnie panuje spory ruch, wszyscy żyją swoim życiem. Nikt nie zwraca uwagi na mój płacz.
- Ada, zaczekaj! – słyszę po chwili, ale nie mam zamiaru się zatrzymywać. Jednak Maciek szybko mnie dogania.
- Załóż na siebie, bo się zaziębisz – mówi, lekko dysząc.
Odbieram od niego płaszcz, ale wciąż idę przed siebie.
- Ada… - chwyta mnie za nadgarstek, ale od razu się wyszarpuję.
- Daj mi spokój, chcę być sama- prawie krzyczę i przyśpieszam kroku.
Nie jest to konieczne, bo zrezygnowany Maciek właśnie się zatrzymuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic