27 września 2014

Rozdział XIX

Przeraźliwy krzyk wyrywa mnie ze snu. Od razu wygrzebuje się z łóżka, jestem całkowicie rozbudzona. Po ciemku przebiegam do pokoju Maćka i niemalże rzucam się na jego łóżko. Jest zlany potem, a po policzkach spływają mu łzy. Chwytam go w objęcia. Znów miał ten sam koszmar związany ze śmiercią ojca.
- Już dobrze, już dobrze - uspokajam go, gładząc po głowie. – To tylko zły sen, to nie jest prawdziwe.
Cały czas się trzęsie. W moich ramionach wydaje się być taki kruchy i bezbronny.
- Zostań ze mną- szepcze.
- Zostanę.
Składa głowę na moich kolanach i jeszcze przez chwilę płacze. Nawet Hachi przychodzi do nas i kładzie się u mojego boku. Obejmuję go jedną ręką, a drugą przejeżdżam po brązowych włosach Maćka. Po chwilę we trojkę zapadamy w sen.
Budzimy się dopiero na dźwięk budzika Maćka. Podnosi się i jako pierwszy idzie do łazienki. Gładzę Hachiego po łebku i też powstaję z łóżka.
Przeciągam się i rozglądam po pokoju. Po remoncie wygląda zdecydowanie lepiej. Ściany są w beżowym odcieniu, a meble w czarnym kolorze. Biurko i półki nie mają nóg, są zrobione poprzez przywieszenie samych czarnych blatów do ściany. Pod „biurko” wsunięto beżową kostkę do siedzenia, a łóżko jest ze zwykłego drewna, jednak i ono zostało pomalowane na czarno. Szafa została za to zgrabnie wbudowana w małą wnękę.
Wychodzę do kuchni i przygotowuję nasze ulubione śniadanie – tosty. Wkładam je do tostera, gdy Maciek wychodzi z łazienki ubrany i prawie gotowy do szkoły.
Teraz on pilnuje, żeby jedzenie się nie spaliło, a ja idę do mojego pokoju. Tutaj też wiele się zmieniło.
Ściany mają delikatny, błękitny odcień, a wszystkie meble są białe. Przy oknie stoi biurko, a zaraz koło niego postawiono dwa wysokie regały. Między nimi znajduje się moje łóżko, a nad jego zagłówkiem wiszą zdjęcia. Zdjęcia moje z Maćkiem, z chłopakami, a nawet zdjęcie Hachiego. Szafa jest na przeciwległej ścianie.
Remont kosztował ciocię sporo pieniędzy, a nas sporo pracy, jednak końcowy efekt jest idealny. W mieszkaniu nie ma nawet jednej rzeczy, która w jakiś sposób przypominałaby nam o ojcu i naszym wcześniejszym życiu.
Wciskam na siebie pierwsze lepsze ubranie i idę do łazienki. Szybka toaleta i makijaż i też jestem gotowa do wyjścia. W kuchni czekają na mnie tosty. Chrupiące, dokładnie takie, jak lubię.
- Czekaj na mnie w domu. Wrócę, zrobię coś na obiad i pojedziemy do psychologa – mówię, przeżuwając tosta.
- Jasne – odpowiada nieco zmartwiony Maciek. Nie dziwię mu się, sama nie miałam jeszcze nigdy do czynienia z psychologiem, a to właśnie on został rzucony na głęboką wodę. On, jako pierwszy z nas miał indywidualne spotkanie, ja miałam swoje jutro, kolejnego dnia mama.
- Hej, na pewno nie będzie tak źle- rzucam i wstawiam brudne talerze do zlewu. Pozmywam je później.
Ubieramy się i wychodzimy na przystanek.
Przychodnia psychologiczna wbrew pozorom wygląda na dość przytulne miejsce.
Białe ściany i podłoga w tym samym kolorze. Na korytarzu stoją rzędy plastikowych krzesełek, a po jego obu stronach jest sporo mahoniowych drzwi opatrzonych w numerki.
Podchodzimy do recepcji. Elegancko ubrana kobieta odsyła nas pod gabinet z numerem szóstym.
Odnajdujemy je bez problemu, znajduje się dość blisko recepcji. Zdejmujemy płaszcze i wieszamy je na stojącym w kącie wieszaku. Maciek spogląda na mnie, a ja uśmiecham się pocieszająco.
- Dasz sobie radę- zapewniam go.
Nie odpowiada nic, tylko powoli kiwa głową. Puka do drzwi, a po chwili odpowiada mu głośne „ proszę”. Głos zdecydowanie należy do mężczyzny.
Drzwi zamykają się za nim, a ja opadam na jedno z krzesełek. Po mojej lewej stronie kładę torbę, z której wyciągam książkę. Po raz kolejny spoglądam na jej okładkę i opuszkami palców przejeżdżam po wypukłym napisie „ Gwiazd naszych wina”.
Zatracam się w lekturze i sama nie wiem, jak długo czytam. Z lektury wyrywa mnie dopiero pierwszy głos, który usłyszałam dziś na tym korytarzu.
- Dzień dobry, Alicjo.
Zerkam w stronę recepcji. O ladę opiera się wysoki blondyn, o lekko kręconych włosach. Rozmawia z recepcjonistką, jak z dobrą koleżanką. Wygląda na to, że jest tu częstym bywalcem.
Nagle chłopak odwraca się w moim kierunku, a ja z powrotem wbijam wzrok w tekst. Jednak gdy słyszę trzask krzesła niedaleko mnie, kompletnie nie mogę się skupić na tym, co czytam.
- A ciebie widzę tu po raz pierwszy.
Zamykam książkę i chowam ją z powrotem do torby. Odwracam głowę w prawą stronę i z bliska mogę się przyjrzeć mojemu rozmówcy.
Jest dość przystojny. Jego niebieskie oczy są osadzone dość blisko nosa. Ma małe, lekko zaróżowione usta.
- Faktycznie jestem tu dziś pierwszy raz- odpowiadam. – Dzisiaj tylko czekam na brata, ale jutro ja też będę po drugiej stronie drzwi.
- No proszę- rzuca ze śmiechem. – Taka ładna dziewczyna, a też ma nierówno pod sufitem.
- No cóż, nikt nie jest idealny – mówię, również śmiejąc się.
Zdecydowanym ruchem dłoni odgarnia włosy.
- Wybrałaś naprawdę dobrego psychologa. Co prawda dopiero skończył studia, ale facet naprawdę mądrze gada. Byłem tu u kilku innych psychologów, ale on jako jedyny zdołał mi pomóc.
Przez chwilę zastanawiam się, czy wypadałoby zapytać, dlaczego tutaj przychodzi. Dochodzę jednak do wniosku, że to byłoby niegrzeczne.
- Trochę pogubiłem się w życiu- mówi, jakby czytał mi w myślach. Podwija rękaw na lewej ręce i pokazuje mi ślady po kłuciu na przedramieniu.
Pewnie miał problem z narkotykami.
- Mój ojciec też miał problem z nałogiem.
- Dlatego tutaj siedzisz?
- Poniekąd. Zapił się jakiś czas temu i moja ciocia stwierdziła, że lepiej będzie jeśli będziemy pod okiem psychologa.
- Przepraszam, ja nie wiedziałem…
- Nie przepraszaj, przecież nie mogłeś tego wiedzieć – spoglądam mu w oczy i zastanawiam się, czy wykonać kolejny krok. W końcu się na niego decyduję. – Jestem Ada- mówię, wyciągając do niego dłoń.
- Alek. – Ma naprawdę mocny uścisk.
Okazuję się być naprawdę fajnym chłopakiem. Jest ode mnie o dwa lata starszy, jest teraz w maturalnej klasie. Po skończeniu liceum chciałby iść do szkoły teatralnej. Rozmawia mi się z nim tak dobrze, że nim się oglądam z gabinetu wychodzi Maciek, a pan psycholog mówi „ Następny proszę!”
- No cóż, miło się rozmawiało, jednak muszę z kimś jeszcze dziś porozmawiać - mówi, uśmiechając się.
- Dziękuję za rozmowę. Naprawdę miło było Cię poznać.
Jeszcze raz obrzuca mnie uśmiechem i znika po drugiej stronie drzwi.
- No i jak było? – pytam, chwytając moją torbę. Zarzucamy płaszcze i wychodzimy przed przychodnię.
- Dobrze. Z początku jakoś nie umiałem się przed nim otworzyć, ale kiedy już się do niego przekonałem, nie mogłem przestać gadać. Sprawiał wrażenie, że doskonale rozumie co czuje, że nie oceni mnie z tego powodu, biło od niego zaufanie i zrozumienie.
Odgarniam mu włosy z czoła.
- To dobrze.
Następnego dnia wpadam na Alka w drzwiach przychodni.
- O, kogo ja tu znowu widzę. Tylko szkoda, że dopiero teraz gdy wychodzę.
- No widzisz, dzisiaj chyba wizytę ma po tobie- odpowiadam z lekko udawanym smutkiem.
- Musimy sobie odbić te dzisiejsze pogaduszki. I może w jakimś lepszym miejscu, te krzesełka są nieco niewygodne.
- Dobry pomysł- mówię, szukając w torbie długopisu. Gdy go wreszcie znajduję podwijam mu rękaw kurtki i szybko piszę dziewięć cyfr na jego umięśnionym przedramieniu.
Znikam w środku przychodni, ale jestem prawie pewna, że Alek uśmiechnął się do mnie.
Zostawiam płaszcz na wieszaku i biorę głęboki wdech. Pukam do drzwi. I mnie wita słowo „ Proszę”. Naciskam na klamkę i wchodzę do środka.
Tutaj też dominują białe barwy. Naprzeciwko siebie stoją dwa, miękkie fotele, a za nimi, za biurkiem siedzi „pan psycholog”.
Alek miał rację, wygląda naprawdę młodo. Ma ciemne włosy, które opadają mu na oczy, gdy jest pochylony. Jednak gdy podnosi głowę, jego fryzura jest znów idealnie ułożona.
- Usiądź, proszę.
Gdy wstaje zza biurka okazuje się, że nie jest zbytnio wysoki. Gdybym nie wiedziała, ile ma lat podejrzewałabym, że jest moim rówieśnikiem.
Siada na jednym z foteli, a ja opadam na miejsce naprzeciwko niego. Przez chwile przygląda mi się badawczym wzrokiem.
- A więc to ty pewnie jesteś Ada, siostra Maćka Wspominał mi wczoraj o tobie. Jesteście do siebie strasznie podobni. Mówmy sobie na ty, okej? Jestem Tomek - mówi w końcu i wyciąga dłoń w moją stronę.
Nieśmiało ściskam jego dłoń.
- Maciek to naprawdę inteligentny chłopak. Niezwykle dojrzały jak na swój wiek.
- Wymuszono od nas wcześniejszego wydoroślenia.
- Wiem, o tym też mi mówił. Jednak ciekaw jestem, jak ty to wszystko postrzegasz. Ale to będzie moje drugie pytanie. Pierwsze brzmi : opowiesz mi coś o sobie?
Nigdy nie lubiłam tego etapu w nawiązywaniach znajomości. Nigdy nie wiedziałam, co powinnam komuś odpowiedzieć. Ale teraz siedzę u psychologa, więc nie ma to już aż tak dużego znaczenia.
- Mam na imię Ada, rocznikowo mam siedemnaście lat. Dopiero teraz w liceum zyskałam jakiś przyjaciół. Wcześniej wszyscy skreślali mnie przez to, że mój ojciec pił i nie miałam wystarczająco dużo pieniędzy. O tym, że ojciec mnie bił wie tylko Maciek i teraz też moi przyjaciele. Mama przez cały czas jakoś to ignoruje, jakby nie chciała do siebie dopuścić tego do swojej świadomości.
Tomek kiwa po prostu głową.
- Maciek wspominał mi coś o koszmarach związanych ze śmiercią waszego ojca. Opisywał je całkiem dokładnie.
- Tak, śnią mu się od chwili pogrzebu. To ciągle ten sam schemat : tata leży w kałuży własnej krwi, przed śmiercią rozbił sobie głowę. Potem nagle wstaje i go atakuje.
- Też miewasz takie koszmary?
- Nie. Ja w odróżnieniu od Maćka nie widziałam go, jak tak leżał na chodniku.
- On to bardzo mocno przeżył. Ale mówił mi, że trochę się cieszy. Ja sam nie wiem, czy mógłbym współczuć wam, że umarł. Jakby nie patrzeć wasz koszmar powoli dobiega końca, już was nie uderzy, nie będzie tracić waszych pieniędzy, ani krzywdzić waszej mamy,  więc macie szanse wyjść na prostą, jeśli się od tego zdołacie odciąć. Ale z drugiej strony wiem, że  to będzie ciężkie : w końcu to wasz ojciec nie żyje.
- Można się w tym pogubić prawda? – mówię ze smutnym uśmiechem.
- Całkowicie- potakuje.
Zapada cisza, jakby czekał, żebym ja podjęła jakiś temat. Przez chwilę waham się, dokładnie dobierając słowa, po czym zabieram głos.
- Kochanie go było zbyt trudne. Nie potrafiłam go kochać, oboje z Maćkiem zaczęliśmy go nienawidzić. Najbardziej chyba za to, jak zachowywał się wobec nas i mamy. Nie potrafię całkowicie żałować jego śmierci. Ale mama to jedyna osoba, która naprawdę kochała go mimo wszystko. A ja naprawdę się o nią boję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic