Rozdział XIX
Przeraźliwy krzyk wyrywa mnie ze
snu. Od razu wygrzebuje się z łóżka, jestem całkowicie rozbudzona. Po ciemku
przebiegam do pokoju Maćka i niemalże rzucam się na jego łóżko. Jest zlany
potem, a po policzkach spływają mu łzy. Chwytam go w objęcia. Znów miał ten sam
koszmar związany ze śmiercią ojca.
- Już dobrze, już dobrze -
uspokajam go, gładząc po głowie. – To tylko zły sen, to nie jest prawdziwe.
Cały czas się trzęsie. W moich
ramionach wydaje się być taki kruchy i bezbronny.
- Zostań ze mną- szepcze.
- Zostanę.
Składa głowę na moich kolanach i
jeszcze przez chwilę płacze. Nawet Hachi przychodzi do nas i kładzie się u
mojego boku. Obejmuję go jedną ręką, a drugą przejeżdżam po brązowych włosach
Maćka. Po chwilę we trojkę zapadamy w sen.
Budzimy się dopiero na dźwięk
budzika Maćka. Podnosi się i jako pierwszy idzie do łazienki. Gładzę Hachiego
po łebku i też powstaję z łóżka.
Przeciągam się i rozglądam po
pokoju. Po remoncie wygląda zdecydowanie lepiej. Ściany są w beżowym odcieniu,
a meble w czarnym kolorze. Biurko i półki nie mają nóg, są zrobione poprzez
przywieszenie samych czarnych blatów do ściany. Pod „biurko” wsunięto beżową kostkę
do siedzenia, a łóżko jest ze zwykłego drewna, jednak i ono zostało pomalowane
na czarno. Szafa została za to zgrabnie wbudowana w małą wnękę.
Wychodzę do kuchni i przygotowuję
nasze ulubione śniadanie – tosty. Wkładam je do tostera, gdy Maciek wychodzi z
łazienki ubrany i prawie gotowy do szkoły.
Teraz on pilnuje, żeby jedzenie się nie spaliło, a ja idę do mojego pokoju. Tutaj też wiele się zmieniło.
Ściany mają delikatny, błękitny
odcień, a wszystkie meble są białe. Przy oknie stoi biurko, a zaraz koło niego
postawiono dwa wysokie regały. Między nimi znajduje się moje łóżko, a nad jego
zagłówkiem wiszą zdjęcia. Zdjęcia moje z Maćkiem, z chłopakami, a nawet zdjęcie
Hachiego. Szafa jest na przeciwległej ścianie.
Remont kosztował ciocię sporo
pieniędzy, a nas sporo pracy, jednak końcowy efekt jest idealny. W mieszkaniu
nie ma nawet jednej rzeczy, która w jakiś sposób przypominałaby nam o ojcu i
naszym wcześniejszym życiu.
Wciskam na siebie pierwsze lepsze
ubranie i idę do łazienki. Szybka toaleta i makijaż i też jestem gotowa do
wyjścia. W kuchni czekają na mnie tosty. Chrupiące, dokładnie takie, jak lubię.
- Czekaj na mnie w domu. Wrócę,
zrobię coś na obiad i pojedziemy do psychologa – mówię, przeżuwając tosta.
- Jasne – odpowiada nieco
zmartwiony Maciek. Nie dziwię mu się, sama nie miałam jeszcze nigdy do
czynienia z psychologiem, a to właśnie on został rzucony na głęboką wodę. On,
jako pierwszy z nas miał indywidualne spotkanie, ja miałam swoje jutro,
kolejnego dnia mama.
- Hej, na pewno nie będzie tak
źle- rzucam i wstawiam brudne talerze do zlewu. Pozmywam je później.
Ubieramy się i wychodzimy na
przystanek.
♥
♥ ♥
Przychodnia psychologiczna wbrew
pozorom wygląda na dość przytulne miejsce.
Białe ściany i podłoga w tym
samym kolorze. Na korytarzu stoją rzędy plastikowych krzesełek, a po jego obu
stronach jest sporo mahoniowych drzwi opatrzonych w numerki.
Podchodzimy do recepcji.
Elegancko ubrana kobieta odsyła nas pod gabinet z numerem szóstym.
Odnajdujemy je bez problemu,
znajduje się dość blisko recepcji. Zdejmujemy płaszcze i wieszamy je na
stojącym w kącie wieszaku. Maciek spogląda na mnie, a ja uśmiecham się
pocieszająco.
- Dasz sobie radę- zapewniam go.
Nie odpowiada nic, tylko powoli
kiwa głową. Puka do drzwi, a po chwili odpowiada mu głośne „ proszę”. Głos
zdecydowanie należy do mężczyzny.
Drzwi zamykają się za nim, a ja opadam
na jedno z krzesełek. Po mojej lewej stronie kładę torbę, z której wyciągam
książkę. Po raz kolejny spoglądam na jej okładkę i opuszkami palców przejeżdżam
po wypukłym napisie „ Gwiazd naszych wina”.
Zatracam się w lekturze i sama
nie wiem, jak długo czytam. Z lektury wyrywa mnie dopiero pierwszy głos, który
usłyszałam dziś na tym korytarzu.
- Dzień dobry, Alicjo.
Zerkam w stronę recepcji. O ladę
opiera się wysoki blondyn, o lekko kręconych włosach. Rozmawia z
recepcjonistką, jak z dobrą koleżanką. Wygląda na to, że jest tu częstym
bywalcem.
Nagle chłopak odwraca się w moim
kierunku, a ja z powrotem wbijam wzrok w tekst. Jednak gdy słyszę trzask krzesła
niedaleko mnie, kompletnie nie mogę się skupić na tym, co czytam.
- A ciebie widzę tu po raz
pierwszy.
Zamykam książkę i chowam ją z
powrotem do torby. Odwracam głowę w prawą stronę i z bliska mogę się przyjrzeć
mojemu rozmówcy.
Jest dość przystojny. Jego
niebieskie oczy są osadzone dość blisko nosa. Ma małe, lekko zaróżowione usta.
- Faktycznie jestem tu dziś
pierwszy raz- odpowiadam. – Dzisiaj tylko czekam na brata, ale jutro ja też
będę po drugiej stronie drzwi.
- No proszę- rzuca ze śmiechem. –
Taka ładna dziewczyna, a też ma nierówno pod sufitem.
- No cóż, nikt nie jest idealny –
mówię, również śmiejąc się.
Zdecydowanym ruchem dłoni odgarnia
włosy.
- Wybrałaś naprawdę dobrego
psychologa. Co prawda dopiero skończył studia, ale facet naprawdę mądrze gada.
Byłem tu u kilku innych psychologów, ale on jako jedyny zdołał mi pomóc.
Przez chwilę zastanawiam się, czy
wypadałoby zapytać, dlaczego tutaj przychodzi. Dochodzę jednak do wniosku, że
to byłoby niegrzeczne.
- Trochę pogubiłem się w życiu-
mówi, jakby czytał mi w myślach. Podwija rękaw na lewej ręce i pokazuje mi ślady
po kłuciu na przedramieniu.
Pewnie miał problem z
narkotykami.
- Mój ojciec też miał problem z
nałogiem.
- Dlatego tutaj siedzisz?
- Poniekąd. Zapił się jakiś czas
temu i moja ciocia stwierdziła, że lepiej będzie jeśli będziemy pod okiem
psychologa.
- Przepraszam, ja nie wiedziałem…
- Nie przepraszaj, przecież nie
mogłeś tego wiedzieć – spoglądam mu w oczy i zastanawiam się, czy wykonać kolejny
krok. W końcu się na niego decyduję. – Jestem Ada- mówię, wyciągając do niego
dłoń.
- Alek. – Ma naprawdę mocny
uścisk.
Okazuję się być naprawdę fajnym
chłopakiem. Jest ode mnie o dwa lata starszy, jest teraz w maturalnej klasie.
Po skończeniu liceum chciałby iść do szkoły teatralnej. Rozmawia mi się z nim
tak dobrze, że nim się oglądam z gabinetu wychodzi Maciek, a pan psycholog mówi
„ Następny proszę!”
- No cóż, miło się rozmawiało,
jednak muszę z kimś jeszcze dziś porozmawiać - mówi, uśmiechając się.
- Dziękuję za rozmowę. Naprawdę
miło było Cię poznać.
Jeszcze raz obrzuca mnie
uśmiechem i znika po drugiej stronie drzwi.
- No i jak było? – pytam,
chwytając moją torbę. Zarzucamy płaszcze i wychodzimy przed przychodnię.
- Dobrze. Z początku jakoś nie
umiałem się przed nim otworzyć, ale kiedy już się do niego przekonałem, nie
mogłem przestać gadać. Sprawiał wrażenie, że doskonale rozumie co czuje, że nie
oceni mnie z tego powodu, biło od niego zaufanie i zrozumienie.
Odgarniam mu włosy z czoła.
- To dobrze.
♥
♥ ♥
Następnego dnia wpadam na Alka w
drzwiach przychodni.
- O, kogo ja tu znowu widzę. Tylko
szkoda, że dopiero teraz gdy wychodzę.
- No widzisz, dzisiaj chyba
wizytę ma po tobie- odpowiadam z lekko udawanym smutkiem.
- Musimy sobie odbić te dzisiejsze
pogaduszki. I może w jakimś lepszym miejscu, te krzesełka są nieco niewygodne.
- Dobry pomysł- mówię, szukając w
torbie długopisu. Gdy go wreszcie znajduję podwijam mu rękaw kurtki i szybko
piszę dziewięć cyfr na jego umięśnionym przedramieniu.
Znikam w środku przychodni, ale
jestem prawie pewna, że Alek uśmiechnął się do mnie.
Zostawiam płaszcz na wieszaku i
biorę głęboki wdech. Pukam do drzwi. I mnie wita słowo „ Proszę”. Naciskam na
klamkę i wchodzę do środka.
Tutaj też dominują białe barwy.
Naprzeciwko siebie stoją dwa, miękkie fotele, a za nimi, za biurkiem siedzi „pan
psycholog”.
Alek miał rację, wygląda naprawdę
młodo. Ma ciemne włosy, które opadają mu na oczy, gdy jest pochylony. Jednak
gdy podnosi głowę, jego fryzura jest znów idealnie ułożona.
- Usiądź, proszę.
Gdy wstaje zza biurka okazuje
się, że nie jest zbytnio wysoki. Gdybym nie wiedziała, ile ma lat
podejrzewałabym, że jest moim rówieśnikiem.
Siada na jednym z foteli, a ja
opadam na miejsce naprzeciwko niego. Przez chwile przygląda mi się badawczym
wzrokiem.
- A więc to ty pewnie jesteś Ada,
siostra Maćka Wspominał mi wczoraj o tobie. Jesteście do siebie strasznie
podobni. Mówmy sobie na ty, okej? Jestem Tomek - mówi w końcu i wyciąga dłoń w moją
stronę.
Nieśmiało ściskam jego dłoń.
- Maciek to naprawdę inteligentny
chłopak. Niezwykle dojrzały jak na swój wiek.
- Wymuszono od nas wcześniejszego
wydoroślenia.
- Wiem, o tym też mi mówił.
Jednak ciekaw jestem, jak ty to wszystko postrzegasz. Ale to będzie moje drugie
pytanie. Pierwsze brzmi : opowiesz mi coś o sobie?
Nigdy nie lubiłam tego etapu w nawiązywaniach
znajomości. Nigdy nie wiedziałam, co powinnam komuś odpowiedzieć. Ale teraz
siedzę u psychologa, więc nie ma to już aż tak dużego znaczenia.
- Mam na imię Ada, rocznikowo mam
siedemnaście lat. Dopiero teraz w liceum zyskałam jakiś przyjaciół. Wcześniej
wszyscy skreślali mnie przez to, że mój ojciec pił i nie miałam wystarczająco
dużo pieniędzy. O tym, że ojciec mnie bił wie tylko Maciek i teraz też moi
przyjaciele. Mama przez cały czas jakoś to ignoruje, jakby nie chciała do
siebie dopuścić tego do swojej świadomości.
Tomek kiwa po prostu głową.
- Maciek wspominał mi coś o
koszmarach związanych ze śmiercią waszego ojca. Opisywał je całkiem dokładnie.
- Tak, śnią mu się od chwili
pogrzebu. To ciągle ten sam schemat : tata leży w kałuży własnej krwi, przed
śmiercią rozbił sobie głowę. Potem nagle wstaje i go atakuje.
- Też miewasz takie koszmary?
- Nie. Ja w odróżnieniu od Maćka
nie widziałam go, jak tak leżał na chodniku.
- On to bardzo mocno przeżył. Ale
mówił mi, że trochę się cieszy. Ja sam nie wiem, czy mógłbym współczuć wam, że
umarł. Jakby nie patrzeć wasz koszmar powoli dobiega końca, już was nie uderzy,
nie będzie tracić waszych pieniędzy, ani krzywdzić waszej mamy, więc macie szanse wyjść na prostą, jeśli
się od tego zdołacie odciąć. Ale z drugiej strony wiem, że to będzie ciężkie :
w końcu to wasz ojciec nie żyje.
- Można się w tym pogubić prawda?
– mówię ze smutnym uśmiechem.
- Całkowicie- potakuje.
Zapada cisza, jakby czekał, żebym
ja podjęła jakiś temat. Przez chwilę waham się, dokładnie dobierając słowa, po
czym zabieram głos.
- Kochanie go było zbyt trudne.
Nie potrafiłam go kochać, oboje z Maćkiem zaczęliśmy go nienawidzić. Najbardziej
chyba za to, jak zachowywał się wobec nas i mamy. Nie potrafię całkowicie
żałować jego śmierci. Ale mama to jedyna osoba, która naprawdę kochała go mimo
wszystko. A ja naprawdę się o nią boję.