Rozdział XVI
Następnego
dnia, we wtorek, budzę się pierwsza.
Spoglądam na
chłopaków, którzy są jeszcze pogrążeni we własnych snach. Kamil śpi pode mną na
piętrowym łóżku. Naprzeciwko nas na takim samym meblu leżą Bartek i Filip.
Natomiast Kuba i Piotrek zajęli łoże małżeńskie. Wyglądają tak słodko, gdy są
wtuleni w siebie.
Po cichu
schodzę po szczebelkach drabinki. Podłoga trochę trzeszczy, ale mam nadzieję,
że nie obudzi ich to. Otwieram szafę i wyjmuję z niej spodnie, koszulkę i
bieliznę.
Idę do
łazienki, gdzie szybko się ubieram. Opryskuję twarz chłodną wodą, co trochę
przywołuje mnie do świata żywych.
Już mam
wychodzić z pokoju, kiedy słyszę jego głos. Po prostu zastygam z ręką na
klamce.
- Zaczekaj,
też idę na śniadanie- mówi Bartek i zrywa się z łóżka chyba trochę za szybko. Z
impetem uderza o górne łóżko.
Masuje głowę
i wydaje bezgłośne „ Ała”. Filip wierci się. Mimo to, żaden się nie obudził.
- Dobra,
możemy iść- Bartek popycha mnie w kierunku drzwi.
- A może
najpierw się ubierzesz? – rzucam ze śmiechem.
- Co? – mówi
zdezorientowany. Szybko spogląda na siebie. – Aaa… dobra rada.
Zarzuca na
siebie pierwszą lepszą koszulkę i rurki. Zakłada skarpety i trampki, które
wziął do chodzenia po budynku.
Wychodzimy z
pokoju i schodzimy na sam dół. W stołówce jest tak zwany szwedzki stół
otworzony w wyznaczonych godzinach w
porze śniadania, obiadu i kolacji. Za to z czajnika i ekspresu do kawy można
korzystać przez cały czas.
Bartek
poprawia włosy i robi sobie filiżankę kawy. Bierze do ręki talerz i nakłada
kopiec jajecznicy, trzy kromki chleba na które jak popadnie rzuca ser, szynkę,
sałatę i pomidory.
- A czy
przypadkiem trener nie nakazał wam stosować jakiejś nowej diety? – pytam
nakładając na talerz to samo, tylko w znacznie mniejszej ilości.
- Niby tak,
ale ja nie będę się do tego stosować.
Siadamy przy
jednym ze stolików. Jedząc, obserwuję jak pochłania jedzenie w błyskawicznym
tempie. Jak to jest, że tyle je, a w ogóle nie tyje?
- Co, nie
poczekało się na nas ze śniadaniem? – słyszę nagle za plecami. Odwracam się i
widzę, że pozostałe śpiochy już zwlekły się z łóżek.
- Tak słodko
spaliście. Nie chcieliśmy was budzić – zapewniam.
- Okej,
okej. Wierzymy.
- Co dzisiaj
robimy? – pyta Kamil.
- No nie
wiem- zaczyna mówić Piotrek, przełykając kęs kanapki. – Może pójdziemy dziś
pozwiedzać okolicę?
I tak też
zrobiliśmy. Kilka godzin później kręcimy się po Krupówkach. Chcąc, nie chcąc,
podzieliliśmy się na dwuosobowe grupki.
Właśnie
wychodzimy z Filipem z kawiarni, kiedy ten przerywa rozmowę.
- Słyszysz? –
pyta wyraźnie czymś zaintrygowany.
Faktycznie.
Z oddali słychać ciche dźwięki gitary i śpiew.
- Chodź-
mówi i zachęca mnie ruchem głowy, żebyśmy poszli w tamtym kierunku.
Ruszamy
przed siebie i po chwili widzimy źródło dźwięku. To mężczyzna, na oko
dwudziestopięcioletni. Stoi na drodze z gitarą, a przed nim leży otwarte
pudło-futerał na gitarę, w którym znajduje się bardzo mało drobniaków.
- Nie idzie
dzisiaj panu, co? – zagaduje Filip.
- Niezbyt-
wyznaje mężczyzna. – Chyba zrobię sobie przerwę.
- Mogę? –
pyta i wskazuje na instrument.
Mężczyzna
prycha z pogardą.
- Jasne. Ale
wątpię, czy coś tu zdziałasz. - wręcza mu gitarę i idzie w dół uliczki.
Chłopak od
razu przewiesza gitarę przez ramię i zaczyna grać dobrze znaną mi piosenkę.
„
Kocham i tęsknię, chociaż to takie
niemęskie.
Rozumiem, współczuję, chociaż się czuję niezręcznie”
Rozumiem, współczuję, chociaż się czuję niezręcznie”
Spogląda na
mnie i daje mi znak głową. Dobrze wiem, że chce, żebym się przyłączyła. Tak jak
na próbach.
Biorę więc głęboki
wdech i też zaczynam śpiewać.
„Na zmianę ufam i wątpię, chociaż to takie
nierozsądne.
A łzy, to ja ci powiem, ja ich nie wylewam za kołnierz.”
A łzy, to ja ci powiem, ja ich nie wylewam za kołnierz.”
I tak
dochodzimy do pierwszego, wspólnego refrenu.
„ Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie.
Powiedz mi, powiedz.
Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie. Powiedz mi, powiedz. ”
Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie. Powiedz mi, powiedz. ”
Rozglądam
się wokół. Stoi przy nas grupka ludzi. Przeważają tu młode dziewczyny, które
rozanielone wpatrują się w Filipa, jak w obrazek. Niektórzy już przeszukują
kieszenie w poszukiwaniu drobnych.
Kiedy
kończymy utwór, dostajemy oklaski od dużej grupy ludzi. Wrzucają nam kolejne napiwki.
-
Zazdroszczę ci takiego chłopaka- rzuca w moim kierunku jedna z dziewczyn.
Już otwieram
usta, żeby jej zaprzeczyć, gdy Filip zatyka moje usta dłonią.
- Masz
rację. Prawdziwa z niej szczęściara.
Grupa
rozchodzi się i wszyscy wracają do normalnego życia. Spoglądam na Filipa, lekko
unosząc brew.
- No co?
Musiałem się jakoś odgonić od moich nowych fanek, informacja o tym, że mam
dziewczynę była do tego wręcz idealna.
Oboje
wybuchamy śmiechem. Oddajemy gitarę lekko zszokowanemu mężczyźnie i ruszamy w
poszukiwaniu pozostałych chłopaków.
♥
♥ ♥
- No chodź,
to wcale nie jest trudne! – zachęca mnie Kuba.
Minęło już
kilka dni naszego wyjazdu. Spędziliśmy je, pomagając cioci Piotrka, albo na
stoku narciarskim. Dopiero zaczynałam naukę, ale nie szło mi nawet tak źle, jak
myślałam.
Może to
przez to, że miałam bardzo dobrą i doświadczoną piątkę instruktorów.
Dzisiaj znów
wymagają ode mnie pojęcia nowej umiejętności: jazdy na łyżwach.
Umiem co
prawda jeździć na rolkach, ale na lodowisku czuję się niepewnie. Kurczowo
trzymam się bandy, podczas gdy chłopcy już śmigają z innymi.
Nagle
podjeżdża do mnie Bartek.
- Ruszysz się
wreszcie, czy mam ci pomóc? –pyta ze śmiechem.
- Nigdzie
się nie wybieram- oponuję natychmiast. – Tutaj mi dobrze.
- Dobra,
sama się o to prosiłaś.
Łapie mnie w
tali i zaczyna łaskotać. Natychmiast puszczam ścianki lodowiska w geście
obronnym. Chwieję się lekko, ale Bartek natychmiast łapie mnie za nadgarstki i
holuje za sobą na sam środek lodu.
Zostawia
mnie tam i odjeżdża kawałek.
- No, a
teraz musisz do mnie przyjechać- rzuca.
Przełykam
ślinę i powoli, żeby nikogo nie staranować ruszam do przodu. Jestem już tuż
przy nim, kiedy tracę równowagę. Natychmiast mnie łapie i chroni przed
upadkiem.
- No widzisz,
nawet dobrze ci idzie.
Kiwam głową
i łapię go za dłoń. Powoli ruszamy w stronę pozostałych chłopaków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz