25 sierpnia 2014

Rozdział XVI

Następnego dnia, we wtorek, budzę się pierwsza.
Spoglądam na chłopaków, którzy są jeszcze pogrążeni we własnych snach. Kamil śpi pode mną na piętrowym łóżku. Naprzeciwko nas na takim samym meblu leżą Bartek i Filip. Natomiast Kuba i Piotrek zajęli łoże małżeńskie. Wyglądają tak słodko, gdy są wtuleni w siebie.
Po cichu schodzę po szczebelkach drabinki. Podłoga trochę trzeszczy, ale mam nadzieję, że nie obudzi ich to. Otwieram szafę i wyjmuję z niej spodnie, koszulkę i bieliznę.
Idę do łazienki, gdzie szybko się ubieram. Opryskuję twarz chłodną wodą, co trochę przywołuje mnie do świata żywych.
Już mam wychodzić z pokoju, kiedy słyszę jego głos. Po prostu zastygam z ręką na klamce.
- Zaczekaj, też idę na śniadanie- mówi Bartek i zrywa się z łóżka chyba trochę za szybko. Z impetem uderza o górne łóżko.
Masuje głowę i wydaje bezgłośne „ Ała”. Filip wierci się. Mimo to, żaden się nie obudził.
- Dobra, możemy iść- Bartek popycha mnie w kierunku drzwi.
- A może najpierw się ubierzesz? – rzucam ze śmiechem.
- Co? – mówi zdezorientowany. Szybko spogląda na siebie. – Aaa… dobra rada.
Zarzuca na siebie pierwszą lepszą koszulkę i rurki. Zakłada skarpety i trampki, które wziął do chodzenia po budynku.
Wychodzimy z pokoju i schodzimy na sam dół. W stołówce jest tak zwany szwedzki stół otworzony w  wyznaczonych godzinach w porze śniadania, obiadu i kolacji. Za to z czajnika i ekspresu do kawy można korzystać przez cały czas.
Bartek poprawia włosy i robi sobie filiżankę kawy. Bierze do ręki talerz i nakłada kopiec jajecznicy, trzy kromki chleba na które jak popadnie rzuca ser, szynkę, sałatę i pomidory.
- A czy przypadkiem trener nie nakazał wam stosować jakiejś nowej diety? – pytam nakładając na talerz to samo, tylko w znacznie mniejszej ilości.
- Niby tak, ale ja nie będę się do tego stosować.
Siadamy przy jednym ze stolików. Jedząc, obserwuję jak pochłania jedzenie w błyskawicznym tempie. Jak to jest, że tyle je, a w ogóle nie tyje?
- Co, nie poczekało się na nas ze śniadaniem? – słyszę nagle za plecami. Odwracam się i widzę, że pozostałe śpiochy już zwlekły się z łóżek.
- Tak słodko spaliście. Nie chcieliśmy was budzić – zapewniam.
- Okej, okej. Wierzymy.
- Co dzisiaj robimy? – pyta Kamil.
- No nie wiem- zaczyna mówić Piotrek, przełykając kęs kanapki. – Może pójdziemy dziś pozwiedzać okolicę?
I tak też zrobiliśmy. Kilka godzin później kręcimy się po Krupówkach. Chcąc, nie chcąc, podzieliliśmy się na dwuosobowe grupki.
Właśnie wychodzimy z Filipem z kawiarni, kiedy ten przerywa rozmowę.
- Słyszysz? – pyta wyraźnie czymś zaintrygowany.
Faktycznie. Z oddali słychać ciche dźwięki gitary i śpiew.
- Chodź- mówi i zachęca mnie ruchem głowy, żebyśmy poszli w tamtym kierunku.
Ruszamy przed siebie i po chwili widzimy źródło dźwięku. To mężczyzna, na oko dwudziestopięcioletni. Stoi na drodze z gitarą, a przed nim leży otwarte pudło-futerał na gitarę, w którym znajduje się bardzo mało drobniaków.
- Nie idzie dzisiaj panu, co? – zagaduje Filip.
- Niezbyt- wyznaje mężczyzna. – Chyba zrobię sobie przerwę.
- Mogę? – pyta i wskazuje na instrument.
Mężczyzna prycha z pogardą.
- Jasne. Ale wątpię, czy coś tu zdziałasz. - wręcza mu gitarę i idzie w dół uliczki.
Chłopak od razu przewiesza gitarę przez ramię i zaczyna grać dobrze znaną mi piosenkę.
 Kocham i tęsknię, chociaż to takie niemęskie.
Rozumiem, współczuję, chociaż się czuję niezręcznie”

Spogląda na mnie i daje mi znak głową. Dobrze wiem, że chce, żebym się przyłączyła. Tak jak na próbach.
Biorę więc głęboki wdech i też zaczynam śpiewać.

„Na zmianę ufam i wątpię, chociaż to takie nierozsądne.
A łzy, to ja ci powiem, ja ich nie wylewam za kołnierz.”

I tak dochodzimy do pierwszego, wspólnego refrenu.

„ Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie. Powiedz mi, powiedz.
Powiedz mi, powiedz swoje lęki i fobie. Powiedz mi, powiedz. ”

Rozglądam się wokół. Stoi przy nas grupka ludzi. Przeważają tu młode dziewczyny, które rozanielone wpatrują się w Filipa, jak w obrazek. Niektórzy już przeszukują kieszenie w poszukiwaniu drobnych.
Kiedy kończymy utwór, dostajemy oklaski od dużej grupy ludzi. Wrzucają nam kolejne napiwki.
- Zazdroszczę ci takiego chłopaka- rzuca w moim kierunku jedna z dziewczyn.
Już otwieram usta, żeby jej zaprzeczyć, gdy Filip zatyka moje usta dłonią.
- Masz rację. Prawdziwa z niej szczęściara.
Grupa rozchodzi się i wszyscy wracają do normalnego życia. Spoglądam na Filipa, lekko unosząc brew.
- No co? Musiałem się jakoś odgonić od moich nowych fanek, informacja o tym, że mam dziewczynę była do tego wręcz idealna.
Oboje wybuchamy śmiechem. Oddajemy gitarę lekko zszokowanemu mężczyźnie i ruszamy w poszukiwaniu pozostałych chłopaków.
- No chodź, to wcale nie jest trudne! – zachęca mnie Kuba.
Minęło już kilka dni naszego wyjazdu. Spędziliśmy je, pomagając cioci Piotrka, albo na stoku narciarskim. Dopiero zaczynałam naukę, ale nie szło mi nawet tak źle, jak myślałam.
Może to przez to, że miałam bardzo dobrą i doświadczoną piątkę instruktorów.
Dzisiaj znów wymagają ode mnie pojęcia nowej umiejętności: jazdy na łyżwach.
Umiem co prawda jeździć na rolkach, ale na lodowisku czuję się niepewnie. Kurczowo trzymam się bandy, podczas gdy chłopcy już śmigają z innymi.
Nagle podjeżdża do mnie Bartek.
- Ruszysz się wreszcie, czy mam ci pomóc? –pyta ze śmiechem.
- Nigdzie się nie wybieram- oponuję natychmiast. – Tutaj mi dobrze.
- Dobra, sama się o to prosiłaś.
Łapie mnie w tali i zaczyna łaskotać. Natychmiast puszczam ścianki lodowiska w geście obronnym. Chwieję się lekko, ale Bartek natychmiast łapie mnie za nadgarstki i holuje za sobą na sam środek lodu.
Zostawia mnie tam i odjeżdża kawałek.
- No, a teraz musisz do mnie przyjechać- rzuca.
Przełykam ślinę i powoli, żeby nikogo nie staranować ruszam do przodu. Jestem już tuż przy nim, kiedy tracę równowagę. Natychmiast mnie łapie i chroni przed upadkiem.
- No widzisz, nawet dobrze ci idzie.
Kiwam głową i łapię go za dłoń. Powoli ruszamy w stronę pozostałych chłopaków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic