Rozdział
XIII
Z każdym kolejnym krokiem
zostawiam na śniegu odciski podeszwy moich glanów. Dzisiaj lekcje skończyły się
wcześniej dla wszystkich klas.
Z różnych stron dobiegają mnie te
same słowa „ wesołych świąt”. Dziewczyny przytulają się, chłopcy przybijają
piątki.
Omijam ich wszystkich, starając
się nie zwracać na nich uwagi.
Nie przepadam za świętami. Co
roku na naszym stole wigilijnym było dwanaście dość ubogich dań. Rozmowa
zazwyczaj się nie kleiła, ciszę wypełniały jedynie kolędy lecące z radia. Od
czasu do czasu przychodził ojciec domagający się o kolejną dawkę alkoholu.
Krótko mówiąc magia świąt już
dawno zanikła w moim domu.
Nagle ktoś pojawia się u mojego
boku. Odwracam głowę i pytająco spoglądam na Filipa.
- Odprowadzę cię- mówi po prostu.
Nie odpowiadam nic, chociaż cała
ta sytuacja śmierdzi podstępem na kilka kilometrów.
Nie mówi wiele w drodze na
przystanek. Nie odzywa się też w tramwaju. Kiedy z niego wysiadamy wciąż jest
cicho.
Dopiero w okolicy mojego bloku
Filip zbiera się na odwagę.
- Ada, chcielibyśmy żebyście
przyszli do nas na święta.
Zatrzymujemy się.
- Nie ma mowy- odpowiadam
natychmiast.
- Dlaczego? – wiem, że Filip jest
uparty. Tym razem też nie odpuści.
- Bo święta to czas spędzony z
rodziną. To taki jedyny dzień w roku, kiedy można przysiąść wspólnie przy stole
z bliskimi bez żadnego pośpiechu. Nie mam zamiaru ci tego psuć.
- I tak od kilku lat dziadkowie
do nas nie przychodzą. Jestem sam z rodzicami, a oni też chcą żebyście
przyszli- rzuca, wzruszając ramionami.
- Nie chcę wam wchodzić na głowę.
- Jakbyś miała nam przeszkadzać,
moja mama nie zatruwałaby mi wczoraj głowy, mówiąc, że koniecznie musimy
spędzić z twoją rodziną święta i , że mam cię dzisiaj zaprosić – mówi, śmiejąc
się. – Daj spokój Ada, przecież sama powiedziałaś, że to czas spędzony z
bliskimi. Przyjaźnimy się, nasi rodzice się przyjaźnią, to nie jest dla ciebie
wystarczająco blisko?
Spuszczam głowę. I tu mnie ma.
- A co z Hachim? Przecież nie
zostawię go samego z ojcem.
- Hachi też jest zaproszony.
- Nie odpuścisz, prawda? –
wzdycham.
- Hmn… - tylko udaje, że się
zastanawia. – Nie.
- No to chyba nie mam wyboru,
muszę się zgodzić.
Momentalnie jego kąciki ust się
podnoszą. Ma taki ładny uśmiech.
- Leć już. Zmarnowałeś na mnie
dziś wystarczająco dużo czasu.
- Szczegóły napiszę ci dziś na
gadu, okej? – rzuca przez ramię.
- Okej – odpowiadam i spoglądam
za okna swojego mieszkania. Wzdycham i idę w kierunku klatki.
Najwyższy czas na powrót do domu.
♥
♥ ♥
Dwa dni później z prawie całą
rodziną staję przed drzwiami mieszkania Filipa.
Mieszkanie znajduje się na
czwartym piętrze w bloku. Osiedle jest nowoczesne i niedawno wybudowane.
Dzwonię dzwonkiem, a już po
chwili drzwi otwiera Filip. Wchodzimy do środka i zdejmujemy kurtki w
przedpokoju. Hachi ochoczo obwąchuje Daisy- suczkę owczarka niemieckiego,
należącą do rodziny Ceglińskich. W mieszkaniu nie ma jeszcze wielu świątecznych
dekoracji, a z salonu płynie muzyka z radia.
Kierujemy się do kuchni, a Hachi
wraz z Daisy idzie się bawić. Na jednym z blatów kuchennych stawiamy reklamówki
z potrawami, które przygotowałyśmy wcześniej w domu. Nie jest tego dużo :
pierniczki i ciasto mojej roboty, kompot z suszu, sałatka i ryba po grecku.
Mama Filipa odrywa się od
lepienia pierogów. Trzymając ręce przy sobie podchodzi do mojej mamy i daje je
całusa w policzek. Natychmiast zabierają się do pracy.
- W czymś pomóc? – pytam kiedy
moja mama chwyta za fartuszek przygotowany specjalnie dla niej.
- Nie trzeba, damy radę słońce-
odpowiada pani Ceglińska. – Pomóżcie Filipowi przy dekoracjach i ubieraniu
choinki.
Idziemy z Maćkiem do salonu, lecz
ku naszemu zdziwieniu w pokoju nie ma żadnego drzewka. Wymieniamy spojrzenia i
otwieram usta, żeby cos powiedzieć, gdy słyszę, że drzwi otwierają się. Ktoś
przyszedł do domu.
- Mówiłem, że dzisiaj będą
tańsze? – mówi dopiero co przybyły gość.
Pytająco spoglądam na Filipa, na
co on odpowiada mi śmiechem.
- Dobra, może miałeś racje –
odpowiada przybyszowi i idzie do przedpokoju. – Jeju! Jest ogromna!
Wnet do pokoju wraca Filip
niosący choinkę wraz ze swoim tatą.
- Więcej ludzi w święta to i
więcej prezentów- na samą myśl o prezentach pan Cegliński cieszy się jak
dziecko. – O, cześć Ada!
- Dzień dobry- odpowiadam z
uśmiechem.
- Podasz stojak młody? – rzuca w
stronę Maćka Filip.
Spoglądam na brata i śmieję się
pod nosem. Wiem, że takie określenie pewnie mu
się nie spodobało.
Mimo wszystko Maciek bierze do
ręki plastikowy stojak i pomaga w zamocowaniu choinki.
Jest naprawdę duża. Przy niej
nawet 48-calowy telewizor wydaje się jakiś mniejszy. Zabieramy się do jej
ubierania, a pan Cegliński rozplątuje lampki.
Jakieś półtorej godziny później
cały parter jest ozdobiony świątecznymi dekoracjami.
Następnym naszym zadaniem jest
przygotowanie stołu do kolacji. Prasuję obrus, a chłopcy kompletują zastawę. W
trójkę wszystko idzie nam zdecydowanie szybciej. Już po chwili na stole leży
siedem nakryć.
Po skończonej pracy zabieramy z
Maćkiem swoje rzeczy i za Filipem idziemy na górę do pokoi, w których dziś
będziemy nocować.
Świąteczną tradycją w rodzinie
Filipa jest, że wszyscy wigilijni goście idą wraz z gospodarzami na pasterkę.
Pani Ceglińska uparła się, że my też musimy iść z nimi do kościoła. No i
oczywiście musimy zostać na noc, bo nie pozwoli nam się tłuc przez całe miasto
po pierwszej w nocy.
Już chyba wiem po kim Filip ma
ten swój upór.
Maciek będzie nocować w gabinecie
pana Ceglińskiego, a mama w pokoju gościnnym na parterze. Jak się okazało mi
przypadł pokój Filipa.
Jest dość duży i jasny. Na
ścianach wiszą plakaty jego ulubionych zespołów : Rammstein, Gorillaz, 30
Seconds To Mars, Kings Of Leon, Sabaton i Asking Alexandria. Zgaduję, że wysoki
słupek na płyty zajmują krążki właśnie tych zespołów.
Jego biurko to długi i szeroki
jasny blat przystawiony przy dwóch dużych oknach. To chyba najlepiej oświetlony
punkt w całym pokoju. Na jednym jego końcu stoi monitor. Podejrzewam, że
pozostała przestrzeń wykorzystuje do odrabiania lekcji i rysowania.
Gdy dostrzegam na blacie
szkicownik, który mu kupiłam utwierdzam się w tym przekonaniu. Jest już w nim
sporo rysunków. Członkowie jego ulubionych zespołów, postacie z anime…
Jego ostatnie dzieło szczególnie
przykuwa moją uwagę.
Z białej kartki spoglądają na
mnie bystre oczy dziewczyny. Ma długie włosy i grzywkę na prawą stronę. Tylko
jej uśmiech jest jakiś taki smutny…
Nagle Filip wyrywa mi z rąk szkicownik.
Jest lekko zmieszany całą sytuacją.
- Chciałem narysować nas
wszystkich. Tak jakoś zacząłem od ciebie… Wiesz, to miała być niespodzianka.
- Przepraszam, nie powinnam była
ruszać- ja też jestem lekko zawstydzona. – Ale ten rysunek, jest naprawdę
świetny. Jakbym przeglądała się w lusterku.
Chłopak nie odpowiada nic. Po
prostu się do mnie uśmiecha.
- Ty śpisz na moim łóżko, ja na
materacu na podłodze… który musze sobie dopiero napompować– rzuca po chwili.
Kiwam głową i otwieram torbę z
moimi rzeczami. Wyjmuję z niej sukienkę, tę samą co miałam na rozpoczęciu roku.
Spoglądam na zegarek stojący na szafce nocnej. Dochodzi wpół do piątej.
Najwyższy czas przygotować się do Wigilii.
Idę do łazienki, gdzie poprawiam
włosy i makijaż. Szybko prasuję sukienkę i koszulę dla Maćka.
Zakładam sukienkę, jednak mam ten
sam problem co zawsze: sama nie jestem w stanie zasunąć suwaka z tyłu.
Przerzucam włosy przez prawe ramię i zwracam się do Filipa, który właśnie
zapina guziki swojej koszuli.
- Zapniesz?
- Co? – pyta lekko roztargniony.
– Aaa… Jasne.
Jedną dłoń opiera na moich
plecach, a drugą zręcznie zasuwa suwak. Odwracam się i odgarniam włosy za
ramiona.
Jeszcze nigdy nie byłam tak
blisko niego. Niemal czuję na swojej twarzy ciepłe powietrze, które wydycha.
Spoglądam na jego twarz i dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo
intensywną barwę mają jego błękitne tęczówki.
- Jesteście gotowi? – mówi
Maciek, otwierając drzwi z impetem. Odskakujemy od siebie z Filipem, jakby
poraził nas prąd.
- Tak, tak, już idziemy-
odpowiadam.
- Em… Koszula – rzuca Maciek
wskazując na klatkę piersiową Filipa.
- Co z nią nie tak? – pyta
zaskoczony chłopak. – Aaa… Racja- dorzuca i czym prędzej dopina koszulę.
Stół wigilijny jest prawie
gotowy. Nasze mamy znoszą jeszcze ostatnie talerze i półmiski. Pan Cegliński
łagodnym ruchem zapala trzy świeczki stojące w
świeczniku.
Po godzinie siedemnastej uroczysta
kolacja rozpoczyna się. Tata Filipa jako gospodarz rodziny odczytuje fragment Biblii
i rozpoczyna dzielenie się opłatkiem.
Kiedy w końcu zasiadamy do stołu
jestem trochę głodna. Nie jadłam nic oprócz jogurtu waniliowego na śniadanie.
Nasze mamy musiały się naprawdę
postarać. Wszystkie dania, są wyśmienite. Cała szóstka prowadzi przyjemna
konwersację, zajadając przy tym dwanaście wigilijnych potraw.
Wieczór mija
w miłej atmosferze. Wszyscy są też zadowoleni ze swoich prezentów.
Nie
pamiętam, kiedy ostatnio mieliśmy tak udane święta.
Po kolacji
zostaliśmy wydelegowani z Filipem, żeby pójść na spacer z psami. Reszta została
sprzątać po Wigilii.
Na dworze
panuje chłód. Jednak Hachiemu i Daisy to nie przeszkadza. Ciągle biegają wkoło
nas, donośnie przy tym ujadając.
- Chyba się
polubili- zauważa Filip.
- Chyba tak-
przytakuję.
Kolejne
kilka metrów pokonujemy w milczeniu.
- Zimno ci?
– pyta chłopak.
- Może
trochę- odpowiadam szczerze.
- Możemy
wracać. Wypijemy gorącą herbatę.
- Jestem
zdecydowanie za.
Zawracamy i
idziemy w kierunku osiedla Filipa. Po powrocie do jego domu nie widać już
śladów po uroczystej kolacji. Wszyscy domownicy zalegają na kanapie przed
telewizorem, jakby był to dzień taki, jak inne dni w roku.
- Standard-
rzuca Filip i idzie do kuchni przygotować nam herbatę.
Bierzemy
kubki i idziemy do pokoju Filipa. Siadamy na jego łóżku i rozmawiamy
praktycznie o wszystkim, powoli popijając gorący napój.
Koło 23:30
wychodzimy do kościoła. Jak się okazuje, świątynia nie jest daleko. Jest tam
jednak sporo ludzi, nie ma co liczyć na miejsca siedzące.
Stajemy więc
niedaleko wejścia i z uwagą uczestniczymy we mszy. Mniej więcej o 01:15
jesteśmy z powrotem.
Maciek jako
pierwszy idzie do łazienki, ja natomiast nerwowo przeszukuję całą zawartość
mojej torby.
Bez skutku.
-
Zapomniałam piżamy- stwierdzam po chwili.
- Żaden
problem, mogę pożyczyć ci moją koszulkę- mówi Filip i od razu zrywa się z
łóżka. Otwiera swój słupek z ubraniami i rzuca mi koszulkę ze środkowej półki.
- Dla ciebie pewnie będzie jak koszula nocna.
- Dziękuję.
Ciche
trzaśniecie drzwi. Podnoszę się i wychodzę na korytarz. Nie myliłam się, to
Maciek wyszedł z łazienki.
Wchodzę pod
prysznic i oblewam się ciepłą wodą. Spłukuję z siebie resztki całego
dzisiejszego dnia, który pozostanie już tylko w mojej pamięci. Wycieram się i
zakładam koszulkę Filipa. Faktycznie wyglądam w niej jak w koszuli nocnej.
Opuszczam
łazienkę i od razu wskakuję do ciepłego łóżka. Otulam się kołdrą i czekam na
powrót Filipa z łazienki. Gdy i on układa się na swoim materacu gaszę lampkę
nocną.
Leżę i
wpatruję się w sufit. Po chwili moje
oczy przyzwyczajają się do ciemności.
- Wiesz co,
Ada? – zaczyna Filip, a po tonie jego głosu wnioskuję, że musi uśmiechać się w
czasie, gdy to mówi.
- O co
chodzi?
- To był
przyjemny dzień. Cieszę się, że spędzasz ze mną te święta.
- Ja też się
cieszę- odpowiadam szczerząc się do sufitu.
- Dobranoc-
słyszę jak przekręca się na drugi bok.
- Dobranoc-
mówię i odwracam się w stronę ściany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz