01 lipca 2014

Rozdział XIII

Z każdym kolejnym krokiem zostawiam na śniegu odciski podeszwy moich glanów. Dzisiaj lekcje skończyły się wcześniej dla wszystkich klas.
Z różnych stron dobiegają mnie te same słowa „ wesołych świąt”. Dziewczyny przytulają się, chłopcy przybijają piątki.
Omijam ich wszystkich, starając się nie zwracać na nich uwagi.
Nie przepadam za świętami. Co roku na naszym stole wigilijnym było dwanaście dość ubogich dań. Rozmowa zazwyczaj się nie kleiła, ciszę wypełniały jedynie kolędy lecące z radia. Od czasu do czasu przychodził ojciec domagający się o kolejną dawkę alkoholu.
Krótko mówiąc magia świąt już dawno zanikła w moim domu.
Nagle ktoś pojawia się u mojego boku. Odwracam głowę i pytająco spoglądam na Filipa.
- Odprowadzę cię- mówi po prostu.
Nie odpowiadam nic, chociaż cała ta sytuacja śmierdzi podstępem na kilka kilometrów.
Nie mówi wiele w drodze na przystanek. Nie odzywa się też w tramwaju. Kiedy z niego wysiadamy wciąż jest cicho.
Dopiero w okolicy mojego bloku Filip zbiera się na odwagę.
- Ada, chcielibyśmy żebyście przyszli do nas na święta.
Zatrzymujemy się.
- Nie ma mowy- odpowiadam natychmiast.
- Dlaczego? – wiem, że Filip jest uparty. Tym razem też nie odpuści.
- Bo święta to czas spędzony z rodziną. To taki jedyny dzień w roku, kiedy można przysiąść wspólnie przy stole z bliskimi bez żadnego pośpiechu. Nie mam zamiaru ci tego psuć.
- I tak od kilku lat dziadkowie do nas nie przychodzą. Jestem sam z rodzicami, a oni też chcą żebyście przyszli- rzuca, wzruszając ramionami.
- Nie chcę wam wchodzić na głowę.
- Jakbyś miała nam przeszkadzać, moja mama nie zatruwałaby mi wczoraj głowy, mówiąc, że koniecznie musimy spędzić z twoją rodziną święta i , że mam cię dzisiaj zaprosić – mówi, śmiejąc się. – Daj spokój Ada, przecież sama powiedziałaś, że to czas spędzony z bliskimi. Przyjaźnimy się, nasi rodzice się przyjaźnią, to nie jest dla ciebie wystarczająco blisko?
Spuszczam głowę. I tu mnie ma.
- A co z Hachim? Przecież nie zostawię go samego z ojcem.
- Hachi też jest zaproszony.
- Nie odpuścisz, prawda? – wzdycham.
- Hmn… - tylko udaje, że się zastanawia. – Nie.
- No to chyba nie mam wyboru, muszę się zgodzić.
Momentalnie jego kąciki ust się podnoszą. Ma taki ładny uśmiech.
- Leć już. Zmarnowałeś na mnie dziś wystarczająco dużo czasu.
- Szczegóły napiszę ci dziś na gadu, okej? – rzuca przez ramię.
- Okej – odpowiadam i spoglądam za okna swojego mieszkania. Wzdycham i idę w kierunku klatki.
Najwyższy czas na powrót do domu.
Dwa dni później z prawie całą rodziną staję przed drzwiami mieszkania Filipa.
Mieszkanie znajduje się na czwartym piętrze w bloku. Osiedle jest nowoczesne i niedawno wybudowane.
Dzwonię dzwonkiem, a już po chwili drzwi otwiera Filip. Wchodzimy do środka i zdejmujemy kurtki w przedpokoju. Hachi ochoczo obwąchuje Daisy- suczkę owczarka niemieckiego, należącą do rodziny Ceglińskich. W mieszkaniu nie ma jeszcze wielu świątecznych dekoracji, a z salonu płynie muzyka z radia.
Kierujemy się do kuchni, a Hachi wraz z Daisy idzie się bawić. Na jednym z blatów kuchennych stawiamy reklamówki z potrawami, które przygotowałyśmy wcześniej w domu. Nie jest tego dużo : pierniczki i ciasto mojej roboty, kompot z suszu, sałatka i ryba po grecku.
Mama Filipa odrywa się od lepienia pierogów. Trzymając ręce przy sobie podchodzi do mojej mamy i daje je całusa w policzek. Natychmiast zabierają się do pracy.
- W czymś pomóc? – pytam kiedy moja mama chwyta za fartuszek przygotowany specjalnie dla niej.
- Nie trzeba, damy radę słońce- odpowiada pani Ceglińska. – Pomóżcie Filipowi przy dekoracjach i ubieraniu choinki.
Idziemy z Maćkiem do salonu, lecz ku naszemu zdziwieniu w pokoju nie ma żadnego drzewka. Wymieniamy spojrzenia i otwieram usta, żeby cos powiedzieć, gdy słyszę, że drzwi otwierają się. Ktoś przyszedł do domu.
- Mówiłem, że dzisiaj będą tańsze? – mówi dopiero co przybyły gość.
Pytająco spoglądam na Filipa, na co on odpowiada mi śmiechem.
- Dobra, może miałeś racje – odpowiada przybyszowi i idzie do przedpokoju. – Jeju! Jest ogromna!
Wnet do pokoju wraca Filip niosący choinkę wraz ze swoim tatą.
- Więcej ludzi w święta to i więcej prezentów- na samą myśl o prezentach pan Cegliński cieszy się jak dziecko. – O, cześć Ada!
- Dzień dobry- odpowiadam z uśmiechem.
- Podasz stojak młody? – rzuca w stronę Maćka Filip.
Spoglądam na brata i śmieję się pod nosem. Wiem, że takie określenie pewnie mu  się nie spodobało.
Mimo wszystko Maciek bierze do ręki plastikowy stojak i pomaga w zamocowaniu choinki.
Jest naprawdę duża. Przy niej nawet 48-calowy telewizor wydaje się jakiś mniejszy. Zabieramy się do jej ubierania, a pan Cegliński rozplątuje lampki.
Jakieś półtorej godziny później cały parter jest ozdobiony świątecznymi dekoracjami.
Następnym naszym zadaniem jest przygotowanie stołu do kolacji. Prasuję obrus, a chłopcy kompletują zastawę. W trójkę wszystko idzie nam zdecydowanie szybciej. Już po chwili na stole leży siedem nakryć.
Po skończonej pracy zabieramy z Maćkiem swoje rzeczy i za Filipem idziemy na górę do pokoi, w których dziś będziemy nocować.
Świąteczną tradycją w rodzinie Filipa jest, że wszyscy wigilijni goście idą wraz z gospodarzami na pasterkę. Pani Ceglińska uparła się, że my też musimy iść z nimi do kościoła. No i oczywiście musimy zostać na noc, bo nie pozwoli nam się tłuc przez całe miasto po pierwszej w nocy.
Już chyba wiem po kim Filip ma ten swój upór.
Maciek będzie nocować w gabinecie pana Ceglińskiego, a mama w pokoju gościnnym na parterze. Jak się okazało mi przypadł pokój Filipa.
Jest dość duży i jasny. Na ścianach wiszą plakaty jego ulubionych zespołów : Rammstein, Gorillaz, 30 Seconds To Mars, Kings Of Leon, Sabaton i Asking Alexandria. Zgaduję, że wysoki słupek na płyty zajmują krążki właśnie tych zespołów.
Jego biurko to długi i szeroki jasny blat przystawiony przy dwóch dużych oknach. To chyba najlepiej oświetlony punkt w całym pokoju. Na jednym jego końcu stoi monitor. Podejrzewam, że pozostała przestrzeń wykorzystuje do odrabiania lekcji i rysowania.
Gdy dostrzegam na blacie szkicownik, który mu kupiłam utwierdzam się w tym przekonaniu. Jest już w nim sporo rysunków. Członkowie jego ulubionych zespołów, postacie z anime…
Jego ostatnie dzieło szczególnie przykuwa moją uwagę.
Z białej kartki spoglądają na mnie bystre oczy dziewczyny. Ma długie włosy i grzywkę na prawą stronę. Tylko jej uśmiech jest jakiś taki smutny…
Nagle Filip wyrywa mi z rąk szkicownik. Jest lekko zmieszany całą sytuacją.
- Chciałem narysować nas wszystkich. Tak jakoś zacząłem od ciebie… Wiesz, to miała być niespodzianka.
- Przepraszam, nie powinnam była ruszać- ja też jestem lekko zawstydzona. – Ale ten rysunek, jest naprawdę świetny. Jakbym przeglądała się w lusterku.
Chłopak nie odpowiada nic. Po prostu się do mnie uśmiecha.
- Ty śpisz na moim łóżko, ja na materacu na podłodze… który musze sobie dopiero napompować– rzuca po chwili.
Kiwam głową i otwieram torbę z moimi rzeczami. Wyjmuję z niej sukienkę, tę samą co miałam na rozpoczęciu roku. Spoglądam na zegarek stojący na szafce nocnej. Dochodzi wpół do piątej. Najwyższy czas przygotować się do Wigilii.
Idę do łazienki, gdzie poprawiam włosy i makijaż. Szybko prasuję sukienkę i koszulę dla Maćka.
Zakładam sukienkę, jednak mam ten sam problem co zawsze: sama nie jestem w stanie zasunąć suwaka z tyłu. Przerzucam włosy przez prawe ramię i zwracam się do Filipa, który właśnie zapina guziki swojej koszuli.
- Zapniesz?
- Co? – pyta lekko roztargniony. – Aaa… Jasne.
Jedną dłoń opiera na moich plecach, a drugą zręcznie zasuwa suwak. Odwracam się i odgarniam włosy za ramiona.
Jeszcze nigdy nie byłam tak blisko niego. Niemal czuję na swojej twarzy ciepłe powietrze, które wydycha. Spoglądam na jego twarz i dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo intensywną barwę mają jego błękitne tęczówki.
- Jesteście gotowi? – mówi Maciek, otwierając drzwi z impetem. Odskakujemy od siebie z Filipem, jakby poraził nas prąd.
- Tak, tak, już idziemy- odpowiadam.
- Em… Koszula – rzuca Maciek wskazując na klatkę piersiową Filipa.
- Co z nią nie tak? – pyta zaskoczony chłopak. – Aaa… Racja- dorzuca i czym prędzej dopina koszulę.
Stół wigilijny jest prawie gotowy. Nasze mamy znoszą jeszcze ostatnie talerze i półmiski. Pan Cegliński łagodnym ruchem zapala trzy świeczki stojące w  świeczniku.
Po godzinie siedemnastej uroczysta kolacja rozpoczyna się. Tata Filipa jako gospodarz rodziny odczytuje fragment Biblii i rozpoczyna dzielenie się opłatkiem.
Kiedy w końcu zasiadamy do stołu jestem trochę głodna. Nie jadłam nic oprócz jogurtu waniliowego na śniadanie.
Nasze mamy musiały się naprawdę postarać. Wszystkie dania, są wyśmienite. Cała szóstka prowadzi przyjemna konwersację, zajadając przy tym dwanaście wigilijnych potraw.
Wieczór mija w miłej atmosferze. Wszyscy są też zadowoleni ze swoich prezentów.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio mieliśmy tak udane święta.
Po kolacji zostaliśmy wydelegowani z Filipem, żeby pójść na spacer z psami. Reszta została sprzątać po Wigilii.
Na dworze panuje chłód. Jednak Hachiemu i Daisy to nie przeszkadza. Ciągle biegają wkoło nas, donośnie przy tym ujadając.
- Chyba się polubili- zauważa Filip.
- Chyba tak- przytakuję.
Kolejne kilka metrów pokonujemy w milczeniu.
- Zimno ci? – pyta chłopak.
- Może trochę- odpowiadam szczerze.
- Możemy wracać. Wypijemy gorącą herbatę.
- Jestem zdecydowanie za.
Zawracamy i idziemy w kierunku osiedla Filipa. Po powrocie do jego domu nie widać już śladów po uroczystej kolacji. Wszyscy domownicy zalegają na kanapie przed telewizorem, jakby był to dzień taki, jak inne dni w roku.
- Standard- rzuca Filip i idzie do kuchni przygotować nam herbatę.
Bierzemy kubki i idziemy do pokoju Filipa. Siadamy na jego łóżku i rozmawiamy praktycznie o wszystkim, powoli popijając gorący napój.
Koło 23:30 wychodzimy do kościoła. Jak się okazuje, świątynia nie jest daleko. Jest tam jednak sporo ludzi, nie ma co liczyć na miejsca siedzące.
Stajemy więc niedaleko wejścia i z uwagą uczestniczymy we mszy. Mniej więcej o 01:15 jesteśmy z powrotem.
Maciek jako pierwszy idzie do łazienki, ja natomiast nerwowo przeszukuję całą zawartość mojej torby.
Bez skutku.
- Zapomniałam piżamy- stwierdzam po chwili.
- Żaden problem, mogę pożyczyć ci moją koszulkę- mówi Filip i od razu zrywa się z łóżka. Otwiera swój słupek z ubraniami i rzuca mi koszulkę ze środkowej półki. - Dla ciebie pewnie będzie jak koszula nocna.
- Dziękuję.
Ciche trzaśniecie drzwi. Podnoszę się i wychodzę na korytarz. Nie myliłam się, to Maciek wyszedł z łazienki.
Wchodzę pod prysznic i oblewam się ciepłą wodą. Spłukuję z siebie resztki całego dzisiejszego dnia, który pozostanie już tylko w mojej pamięci. Wycieram się i zakładam koszulkę Filipa. Faktycznie wyglądam w niej jak w koszuli nocnej.
Opuszczam łazienkę i od razu wskakuję do ciepłego łóżka. Otulam się kołdrą i czekam na powrót Filipa z łazienki. Gdy i on układa się na swoim materacu gaszę lampkę nocną.
Leżę i wpatruję się  w sufit. Po chwili moje oczy przyzwyczajają się do ciemności.
- Wiesz co, Ada? – zaczyna Filip, a po tonie jego głosu wnioskuję, że musi uśmiechać się w czasie, gdy to mówi.
- O co chodzi?
- To był przyjemny dzień. Cieszę się, że spędzasz ze mną te święta.
- Ja też się cieszę- odpowiadam szczerząc się do sufitu.
- Dobranoc- słyszę jak przekręca się na drugi bok.

- Dobranoc- mówię i odwracam się w stronę ściany.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic