09 lipca 2014

Rozdział XIV

Dotykam palcami podłogi, dopiero potem kładę całą stopę na płasko. Przecierając oczy, idę w kierunku kuchni. Zimne mamy płytki, mamo.
Przykładam dłoń do czajnika stojącego na jednym z palników kuchenki. Gorący. Mama musiała przed chwilą wstać.
Ciekawe gdzie teraz poszła.
Wrzucam torebkę herbaty do mojego ulubionego kubka i zalewam ją gorącą wodą. Przez chwile obserwuję jak pod jej wpływem woda powoli zmienia barwę, po czym przenoszę wzrok na zegarek wiszący na ścianie. Dochodzi dwunasta. Jest trzeci stycznia i już drugi dzień odsypiam imprezę sylwestrową u Bartka.
Zabawa była udana. Przyszło naprawdę dużo osób, połowy ich twarzy zapewne nie potrafię odtworzyć z pamięci. Tym razem nie doszło do żadnych nieporozumień czy bójek, dlatego bawiliśmy się do piątej nad ranem.
Wracam do pokoju i siadam na krześle przy biurku. Hachi wykorzystuje sytuacje i wskakuje na moje łóżko. Podnoszę pokrywę laptopa i naciskam mały, okrągły guziczek. Upijam łyk herbaty i czekam aż komputer się włączy.
Z pulpitu włączam odtwarzacz muzyki i wybieram ostatnio słuchaną playlistę. Otwieram przeglądarkę i przez chwilę scrolluję po stronie z jakimiś wiadomościami. Następnie od razu zaczynam przeglądać moje serwisy społecznościowe. Po chwili w prawym dolnym rogu wyskakuje małe prostokątne okienko – powiadomienie o nowej wiadomości z komunikatora.
Najeżdżam na nie kursorem i klikam prawym przyciskiem myszy. Natychmiast pokazuje mi się okienko z rozmową.

Kuba
Hej. Jak tam po imprezie?

Ja
Dzisiaj już chyba wreszcie doprowadziłam się do ładu. A u Ciebie?

Kuba
Ja chyba też.
Chciałbym z Tobą o czymś pogadać…

Ja
Więc na co czekasz?

Kuba
To nie rozmowa na gadu.
Masz dzisiaj czas?

Ja
Raczej tak.

Kuba
Hmn… A jak szybko dasz radę dotrzeć do kawiarni „ Nadmiar Cukru” ?

Ja
Wliczając dojazd? Koło godziny.

Kuba
Świetnie. No to jesteśmy umówieni.
Kuba zmienił status na „ Niedostępny”

Uśmiecham się do monitora i zatrzaskuję laptopa. Wypijam ostatni łyk herbaty i zaczynam się szykować do wyjścia.
Jakieś pół godziny później jestem już gotowa. Zabieram z pokoju torbę i idę do przedpokoju założyć kurtkę i płaszcz.
Jestem właśnie przy zawiązywaniu drugiego glana, gdy ktoś dzwoni do drzwi.
Natychmiast je otwieram. Moim oczom ukazuje się dwóch chłopaków, około czternastoletnich. Przyglądam im się z lekko zmrużonymi oczami. Kojarzę ich.
- Ekhem… My do Maćka- mówi jeden z nich, głośno przełykając ślinę.
Aaa, racja. To dwójka z chłopaków, których przypadkiem spotkaliśmy na meczu.
Instynktownie spoglądam w stronę salonu. Wyniszczona kanapa jest pusta. Ojciec najwyraźniej kolejny dzień spędza w plenerze.
- Jasne, wejdźcie- odpowiadam i gestem zapraszam ich do środka.
Drzwi pokoju z lewej strony nagle się otwierają.
- Hej. Fajnie, że przyszliście. Mogą zostać, prawda? - rzuca Maciek.
- Jasne, jasne. I tak właśnie wychodzę- mówię, zarzucając płaszcz. – Miłej zabawy- dodaję i wychodzę na klatkę schodową.
„ Nie mówiłeś, że twoja siostra jest taka ładna.” – słyszę jeszcze przed drzwiami, po czym szybko zbiegam po schodach na sam dół.
Strzepuję śnieg z butów i wchodzę w głąb małej, przytulnej kawiarenki.
Nie ma tu dziś dużego ruchu. Przy większości zajętych stolików siedzą pary powoli popijające napoje ze swoich kubków.
Jedynie stolik w kącie jest zajęty przez pięciu chłopaków.
Powoli idę w ich kierunku. Kiedy Piotrek mnie dostrzega od razu uśmiecha się i macha do mnie.
Pozostali chłopcy robią to samo co on.
Odpowiadam im skinieniem głowy. Zdejmuję płaszcz i opadam na miękka kanapę.
Bladoróżowe pantofelki cicho stukają o podłogę. Cieliste rajstopy przy całej misternej kreacji w odcieniach różu wyglądają niezmiernie blado. Kelnerka, a zarazem właścicielka lokalu, jest tak słodka, jak jej ubranie.
- Co dla was, skarbeczki? – pani Beata jest taka miła, dla wszystkich swoich klientów. Jesteśmy jej wnukami, których ona nigdy się nie doczekała.
- Dla wszystkich po gorącej czekoladzie i kawałku sernika- stanowczo decyduje Kuba. – Ja stawiam- dodaje po odejściu pani Beaty.
W niemalże całkowitej ciszy czekamy na nasze zamówienia. Podejrzliwie spoglądam na moich towarzyszy. Wymieniamy z Bartkiem zdziwione spojrzenia i w tym samym momencie wzruszamy ramionami.
Para unosi się z naszych gorących kubków. Biorę do ręki łyżeczkę i nabieram na nią sernika. Pani Beata zrobiła go samodzielnie, jak większość ciast, które mają w sprzedaży.
Zamykam na chwilę oczy, a delikatny smak sernika pozostaje na moim podniebieniu. Delektuję się nim, tak długo, jak mogę.
Moja babcia robiła dokładnie taki sam.
- Muszę wam coś powiedzieć- zaczyna Kuba. Jego głos jest poważny, jak nigdy.
Zastygamy w połowie ruchu. Odkładamy jedzenie i picie i czekamy, aż chłopak będzie kontynuować swoją wypowiedź.
Ten jednak nerwowo rozgrzebuje swój kawałek ciasta.
- Właściwie, to my we dwójkę musimy wam coś powiedzieć- dorzuca Piotrek.
Wymieniamy pełne obaw spojrzenia z pozostałymi chłopakami.
O co może im chodzić?
- Chodzi o to… - mówi w końcu Kuba ze wzrokiem wbitym w blat stołu. – Chodzi o to, że podczas sylwestra u Bartka coś się stało.
- Ale to nic złego- szybko uspokaja nas Piotrek. – Po prostu… Coś między nami zaiskrzyło.
- Jesteśmy razem- Kuba wypuszcza swój kubek z objęć i łapie dłoń Piotrka, która bezwładnie leży na stole.
- Całe szczęście! – wykrzykuje nagle Filip.
Wszyscy spoglądamy na niego ze zdziwieniem.
- No co? Mieliście tak poważne miny, że myślałem, że któryś z was umiera na raka.
Ogólne rozluźnienie. Wybuchamy śmiechem w tym samym momencie.
- W takim razie ja też chcę wam coś powiedzieć- mówi Kamil. – Między mną, a Darią też coś zaiskrzyło. No i też jesteśmy razem.
- No, no. Widzę, że mój sylwester połączył ludzi – rzuca ze śmiechem Bartek.
- Szkoda, że nas z nikim nie połączył- dodaję.
Ponownie wybuchamy śmiechem. Niektóre pary, którym najwyraźniej przeszkadzamy obrzucają nas nienawistnym spojrzeniem.
- Ej, to nie fair- mówi Filip. – Tylko my we trójkę będziemy teraz takimi samotnikami?
- Nie dziwię się- odpowiada Kamil. – My jesteśmy przystojni, nie można nam się oprzeć. No ale wy?
Kolejna salwa śmiechu. Niektórzy opuszczają lokal w poirytowaniu.
- Też po prostu musicie sobie kogoś znaleźć- mówi Piotrek.
„ Albo ktoś musi znaleźć nas" – dodaję w myślach i upijam łyk gorącego napoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic