Rozdział XIV
Dotykam
palcami podłogi, dopiero potem kładę całą stopę na płasko. Przecierając oczy,
idę w kierunku kuchni. Zimne mamy płytki, mamo.
Przykładam
dłoń do czajnika stojącego na jednym z palników kuchenki. Gorący. Mama musiała
przed chwilą wstać.
Ciekawe
gdzie teraz poszła.
Wrzucam
torebkę herbaty do mojego ulubionego kubka i zalewam ją gorącą wodą. Przez
chwile obserwuję jak pod jej wpływem woda powoli zmienia barwę, po czym
przenoszę wzrok na zegarek wiszący na ścianie. Dochodzi dwunasta. Jest trzeci
stycznia i już drugi dzień odsypiam imprezę sylwestrową u Bartka.
Zabawa była
udana. Przyszło naprawdę dużo osób, połowy ich twarzy zapewne nie potrafię
odtworzyć z pamięci. Tym razem nie doszło do żadnych nieporozumień czy bójek,
dlatego bawiliśmy się do piątej nad ranem.
Wracam do
pokoju i siadam na krześle przy biurku. Hachi wykorzystuje sytuacje i wskakuje
na moje łóżko. Podnoszę pokrywę laptopa i naciskam mały, okrągły guziczek.
Upijam łyk herbaty i czekam aż komputer się włączy.
Z pulpitu
włączam odtwarzacz muzyki i wybieram ostatnio słuchaną playlistę. Otwieram
przeglądarkę i przez chwilę scrolluję po stronie z jakimiś wiadomościami.
Następnie od razu zaczynam przeglądać moje serwisy społecznościowe. Po chwili w
prawym dolnym rogu wyskakuje małe prostokątne okienko – powiadomienie o nowej
wiadomości z komunikatora.
Najeżdżam na
nie kursorem i klikam prawym przyciskiem myszy. Natychmiast pokazuje mi się
okienko z rozmową.
Kuba
Hej. Jak tam po imprezie?
Hej. Jak tam po imprezie?
Ja
Dzisiaj już chyba wreszcie doprowadziłam się do ładu. A u Ciebie?
Dzisiaj już chyba wreszcie doprowadziłam się do ładu. A u Ciebie?
Kuba
Ja chyba też.
Chciałbym z Tobą o czymś pogadać…
Ja chyba też.
Chciałbym z Tobą o czymś pogadać…
Ja
Więc na co czekasz?
Więc na co czekasz?
Kuba
To nie rozmowa na gadu.
Masz dzisiaj czas?
To nie rozmowa na gadu.
Masz dzisiaj czas?
Ja
Raczej tak.
Raczej tak.
Kuba
Hmn… A jak szybko dasz radę dotrzeć do kawiarni „ Nadmiar Cukru” ?
Hmn… A jak szybko dasz radę dotrzeć do kawiarni „ Nadmiar Cukru” ?
Ja
Wliczając dojazd? Koło godziny.
Wliczając dojazd? Koło godziny.
Kuba
Świetnie. No to jesteśmy umówieni.
Świetnie. No to jesteśmy umówieni.
Kuba zmienił status na „ Niedostępny”
Uśmiecham
się do monitora i zatrzaskuję laptopa. Wypijam ostatni łyk herbaty i zaczynam
się szykować do wyjścia.
Jakieś pół
godziny później jestem już gotowa. Zabieram z pokoju torbę i idę do przedpokoju
założyć kurtkę i płaszcz.
Jestem
właśnie przy zawiązywaniu drugiego glana, gdy ktoś dzwoni do drzwi.
Natychmiast
je otwieram. Moim oczom ukazuje się dwóch chłopaków, około czternastoletnich.
Przyglądam im się z lekko zmrużonymi oczami. Kojarzę ich.
- Ekhem… My
do Maćka- mówi jeden z nich, głośno przełykając ślinę.
Aaa, racja.
To dwójka z chłopaków, których przypadkiem spotkaliśmy na meczu.
Instynktownie
spoglądam w stronę salonu. Wyniszczona kanapa jest pusta. Ojciec najwyraźniej
kolejny dzień spędza w plenerze.
- Jasne,
wejdźcie- odpowiadam i gestem zapraszam ich do środka.
Drzwi pokoju
z lewej strony nagle się otwierają.
- Hej.
Fajnie, że przyszliście. Mogą zostać, prawda? - rzuca Maciek.
- Jasne,
jasne. I tak właśnie wychodzę- mówię, zarzucając płaszcz. – Miłej zabawy-
dodaję i wychodzę na klatkę schodową.
„ Nie
mówiłeś, że twoja siostra jest taka ładna.” – słyszę jeszcze przed drzwiami, po
czym szybko zbiegam po schodach na sam dół.
♥
♥ ♥
Strzepuję
śnieg z butów i wchodzę w głąb małej, przytulnej kawiarenki.
Nie ma tu
dziś dużego ruchu. Przy większości zajętych stolików siedzą pary powoli
popijające napoje ze swoich kubków.
Jedynie
stolik w kącie jest zajęty przez pięciu chłopaków.
Powoli idę w
ich kierunku. Kiedy Piotrek mnie dostrzega od razu uśmiecha się i macha do
mnie.
Pozostali
chłopcy robią to samo co on.
Odpowiadam
im skinieniem głowy. Zdejmuję płaszcz i opadam na miękka kanapę.
Bladoróżowe
pantofelki cicho stukają o podłogę. Cieliste rajstopy przy całej misternej
kreacji w odcieniach różu wyglądają niezmiernie blado. Kelnerka, a zarazem
właścicielka lokalu, jest tak słodka, jak jej ubranie.
- Co dla
was, skarbeczki? – pani Beata jest taka miła, dla wszystkich swoich klientów. Jesteśmy
jej wnukami, których ona nigdy się nie doczekała.
- Dla
wszystkich po gorącej czekoladzie i kawałku sernika- stanowczo decyduje Kuba. –
Ja stawiam- dodaje po odejściu pani Beaty.
W niemalże
całkowitej ciszy czekamy na nasze zamówienia. Podejrzliwie spoglądam na moich
towarzyszy. Wymieniamy z Bartkiem zdziwione spojrzenia i w tym samym momencie
wzruszamy ramionami.
Para unosi
się z naszych gorących kubków. Biorę do ręki łyżeczkę i nabieram na nią
sernika. Pani Beata zrobiła go samodzielnie, jak większość ciast, które mają w
sprzedaży.
Zamykam na
chwilę oczy, a delikatny smak sernika pozostaje na moim podniebieniu. Delektuję
się nim, tak długo, jak mogę.
Moja babcia
robiła dokładnie taki sam.
- Muszę wam
coś powiedzieć- zaczyna Kuba. Jego głos jest poważny, jak nigdy.
Zastygamy w
połowie ruchu. Odkładamy jedzenie i picie i czekamy, aż chłopak będzie kontynuować
swoją wypowiedź.
Ten jednak
nerwowo rozgrzebuje swój kawałek ciasta.
- Właściwie,
to my we dwójkę musimy wam coś powiedzieć- dorzuca Piotrek.
Wymieniamy
pełne obaw spojrzenia z pozostałymi chłopakami.
O co może im
chodzić?
- Chodzi o
to… - mówi w końcu Kuba ze wzrokiem wbitym w blat stołu. – Chodzi o to, że
podczas sylwestra u Bartka coś się stało.
- Ale to nic
złego- szybko uspokaja nas Piotrek. – Po prostu… Coś między nami zaiskrzyło.
- Jesteśmy
razem- Kuba wypuszcza swój kubek z objęć i łapie dłoń Piotrka, która
bezwładnie leży na stole.
- Całe
szczęście! – wykrzykuje nagle Filip.
Wszyscy
spoglądamy na niego ze zdziwieniem.
- No co?
Mieliście tak poważne miny, że myślałem, że któryś z was umiera na raka.
Ogólne
rozluźnienie. Wybuchamy śmiechem w tym samym momencie.
- W takim
razie ja też chcę wam coś powiedzieć- mówi Kamil. – Między mną, a Darią też coś
zaiskrzyło. No i też jesteśmy razem.
- No, no. Widzę,
że mój sylwester połączył ludzi – rzuca ze śmiechem Bartek.
- Szkoda, że
nas z nikim nie połączył- dodaję.
Ponownie
wybuchamy śmiechem. Niektóre pary, którym najwyraźniej przeszkadzamy obrzucają nas
nienawistnym spojrzeniem.
- Ej, to nie
fair- mówi Filip. – Tylko my we trójkę będziemy teraz takimi samotnikami?
- Nie dziwię
się- odpowiada Kamil. – My jesteśmy przystojni, nie można nam się oprzeć. No
ale wy?
Kolejna
salwa śmiechu. Niektórzy opuszczają lokal w poirytowaniu.
- Też po
prostu musicie sobie kogoś znaleźć- mówi Piotrek.
„ Albo ktoś musi znaleźć nas" – dodaję w myślach i upijam łyk gorącego napoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz