25 czerwca 2014


Rozdział XII

Wchodzimy przez drzwi obrotowe do środka galerii. Tam rozdzielamy się – Maciek idzie po prostu przed siebie, a ja zdecydowanym krokiem idę w kierunku ruchomych schodów. Doskonale wiem, co chcę kupić i gdzie to znajdę.
W sklepie jest dość sporo młodych ludzi, ale nie panuje tam duży ruch. Co najmniej dwie osoby okupują jedną alejkę,  przeglądając poszczególne egzemplarze książek czy płyt.
Jest piąty grudnia. Jutro organizujemy Mikołajki klasowe. Każdy z naszej klasy losował osobę, której miał kupić prezent do trzydziestu złotych.
Wylosowałam Filipa. Z początku nie miałam żadnego pomysłu, co mogę mu kupić. Dopiero dzisiaj przyszło mi do głowy, że mogę mu kupić rzeczy do rysowania.
Na lekcjach ciągle rysuje coś po marginesach lub końcach zeszytów. Jego rysunki są naprawdę dobre, dlatego uważam, że trzeba go jakoś zachęcić do częstszego rysowania.
Mijam kilka regałów i idę do działu, gdzie oprócz mnie nie ma absolutnie nikogo. Przyglądam się pogrupowanym ołówkom i innym rzeczom do rysowania.
Nie mam bladego pojęcia, co powinno mu się przydać. Stoję przed półką i wpatruję się w te wszystkie rzeczy, jakby były opisane po chińsku.
- W czymś pomóc? – pyta chłopak niewiele starszy ode mnie. Dopiero po chwili orientuję się, że jest pracownikiem sklepu.
- W zasadzie tak. Szukam prezentu dla…
- Dla chłopaka? – przerywa mi ni stąd ni zowąd.
- Nie- odpowiadam ze śmiechem.- Dla przyjaciela. Lubi rysować, a ja nie za bardzo się na tym znam i nie wiem co wybrać.
- Taka ładna dziewczyna i nie ma chłopaka? – rzuca ewidentnie mnie podrywając. – Sam rysuję. Może coś dobiorę?
Po prostu kiwam głową.
Zastanawia się tylko przez chwilę, po czym zwinnymi ruchami bierze odpowiednie rzeczy z regału.
- To mu się na pewno przyda i spodoba – wyciąga do mnie rękę z zakupami i pokazuje swoje śnieżnobiałe zęby w uśmiechu.
Niepewnie biorę je od niego i szybko przeglądam co wybrał. Szkicownik w twardej oprawie, kilka ołówków, czarny cienkopis, węgiel oraz temperówkę i gumkę do ścierania. Może być.
Idziemy do kasy, gdzie chłopak kasuje moje zakupy. Płacę i jak najszybciej wychodzę ze sklepu, żeby przypadkiem nie zapytał mnie o numer telefonu.
Następnego dnia w całej szkole można poczuć klimat Mikołajek. Samorząd szkolny ogłosił, że każdy w czapce mikołaja nie będzie dziś pytany. Na każdej głowie czerwieni się taka czapka.
Do sali od polskiego wchodzimy pojedynczo, a kolorowe torebki z prezentami stawiamy na ławce ustawionej pod samą tablicą.
Pani Adamska robi dzisiaj za naszego Mikołaja. Ma nawet przyczepioną sztuczną brodę, co jeszcze bardziej zwiększa do niej sympatię uczniów.
Po kolei wręcza swoim wychowankom torebki z prezentami. Mikołajki nie miały zająć całej godziny, ale w klasie panuje takie rozluźnienie, że pani Adamska na pewno może zapomnieć o omawianiu utworów Kochanowskiego.
Otwieram swój prezent i moim oczom ukazuje balsam do ciała, malutkie perfumy i lakier do paznokci z najnowszego katalogu Avonu. Doskonale wiem, kto kupił mi ten prezent.
Spoglądam na Darie i wymieniamy porozumiewawcze uśmiechy.
- Nie otworzyłeś jeszcze? – pyta Kuba, odwracając się do mojej ławki.
- Nie… Pewnie prezent będzie nietrafiony, przecież nie znam się tak dobrze z dziewczynami z klasy- mówi Filip, do którego było skierowane to pytanie.
- Daj spokój, pewnie dostałeś jakieś kosmetyki- mówi Bartek.
- Jak każdy z nas- dorzuca Kamil.
Filip niepewnie otwiera torebkę. Jego twarz nagle się rozluźnia. Wygląda, jakby zrzucił z siebie jakiś ogromny ciężar.
Wysypuje zawartość torby na blat ławki. Chłopcy patrzą na to z uznaniem.
- Dziękuję- mówi Filip, spoglądając  na mnie.
- Czemu zakładasz, że to ja? – odpowiadam, udając zaskoczenie.
- Bo nikt inny nie widzi moich bazgrołów – mówi ze śmiechem.
- To wcale nie są bazgroły, świetnie rysujesz- mówię lekko urażona.
- Czyli mam rozumieć, że to taka cicha sugestia, że powinienem częściej rysować?
- Hmn… Tak.
Oboje wybuchamy śmiechem.
- O mam dobrą wiadomość- mówi Piotrek, wpatrując się w ekran swojego telefonu. – Nasze prezenty mikołajkowe już przyszły.
Po ostatnim dzwonku wspólnie wychodzimy ze szkoły. Idziemy do najbliższej poczty, gdzie w tak zwanym paczkomacie czekają na nas prezenty mikołajkowe.
Postanowiliśmy kupić sobie wzajemnie jakieś prezenty. Doszliśmy do porozumienia, złożyliśmy  się i dla każdego zamówiliśmy po poduszce i podkoszulku.
Ale nie była to zwykła poduszka i zwykły podkoszulek.
Piotrek szybko wpisuje na ekranie kod, który otrzymał smsem. Jedna z przegródek maszyny otwiera się. Chłopcy wyjmują z niej dość dużą paczkę.
- Otwieramy? – pyta Kamil, pocierając ręce.
- Tak tutaj? – pytam, rozglądając się po przechodniach na ulicy.
- Czemu by nie- mówi Piotrek i natychmiast otwiera pudełko. Wyjmuje pierwszą rzecz, która leżała na wierzchu. Unosi ją do góry, by każdy mógł dokładnie przyjrzeć się poduszce.
Nie jest duża, wymiarami równa zwykłemu jaśkowi. Wypchana jest czymś miękkim, co zwiększyło jej objętość. Na jednej z jej stron widnieje nasze wspólne zdjęcie. Takie samo, jak na koszulce.
Przyglądam się jej krytycznym wzrokiem. Całą uwagę skupiam na swojej postaci.
Dawno na zdjęciu nie byłam tak szczerze uśmiechniętą.
- Wesołych Mikołajek, chłopaki- mówię i wygrzebuję z pudełka moją koszulkę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic