Rozdział XII
Wchodzimy przez drzwi obrotowe do środka
galerii. Tam rozdzielamy się – Maciek idzie po prostu przed siebie, a ja
zdecydowanym krokiem idę w kierunku ruchomych schodów. Doskonale wiem, co chcę
kupić i gdzie to znajdę.
W sklepie jest dość sporo młodych
ludzi, ale nie panuje tam duży ruch. Co najmniej dwie osoby okupują jedną
alejkę, przeglądając poszczególne egzemplarze książek czy płyt.
Jest piąty grudnia. Jutro
organizujemy Mikołajki klasowe. Każdy z naszej klasy losował osobę, której miał
kupić prezent do trzydziestu złotych.
Wylosowałam Filipa. Z początku
nie miałam żadnego pomysłu, co mogę mu kupić. Dopiero dzisiaj przyszło mi do
głowy, że mogę mu kupić rzeczy do rysowania.
Na lekcjach ciągle rysuje coś po
marginesach lub końcach zeszytów. Jego rysunki są naprawdę dobre, dlatego
uważam, że trzeba go jakoś zachęcić do częstszego rysowania.
Mijam kilka regałów i idę do
działu, gdzie oprócz mnie nie ma absolutnie nikogo. Przyglądam się pogrupowanym
ołówkom i innym rzeczom do rysowania.
Nie mam bladego pojęcia, co
powinno mu się przydać. Stoję przed półką i wpatruję się w te wszystkie rzeczy,
jakby były opisane po chińsku.
- W czymś pomóc? – pyta chłopak
niewiele starszy ode mnie. Dopiero po chwili orientuję się, że jest
pracownikiem sklepu.
- W zasadzie tak. Szukam prezentu
dla…
- Dla chłopaka? – przerywa mi ni
stąd ni zowąd.
- Nie- odpowiadam ze śmiechem.-
Dla przyjaciela. Lubi rysować, a ja nie za bardzo się na tym znam i nie wiem co
wybrać.
- Taka ładna dziewczyna i nie ma
chłopaka? – rzuca ewidentnie mnie podrywając. – Sam rysuję. Może coś dobiorę?
Po prostu kiwam głową.
Zastanawia się tylko przez
chwilę, po czym zwinnymi ruchami bierze odpowiednie rzeczy z regału.
- To mu się na pewno przyda i
spodoba – wyciąga do mnie rękę z zakupami i pokazuje swoje śnieżnobiałe zęby w
uśmiechu.
Niepewnie biorę je od niego i
szybko przeglądam co wybrał. Szkicownik w twardej oprawie, kilka ołówków,
czarny cienkopis, węgiel oraz temperówkę i gumkę do ścierania. Może być.
Idziemy do kasy, gdzie chłopak
kasuje moje zakupy. Płacę i jak najszybciej wychodzę ze sklepu, żeby
przypadkiem nie zapytał mnie o numer telefonu.
Następnego dnia w całej szkole
można poczuć klimat Mikołajek. Samorząd szkolny ogłosił, że każdy w czapce
mikołaja nie będzie dziś pytany. Na każdej głowie czerwieni się taka czapka.
Do sali od polskiego wchodzimy
pojedynczo, a kolorowe torebki z prezentami stawiamy na ławce ustawionej pod
samą tablicą.
Pani Adamska robi dzisiaj za
naszego Mikołaja. Ma nawet przyczepioną sztuczną brodę, co jeszcze bardziej
zwiększa do niej sympatię uczniów.
Po kolei wręcza swoim wychowankom
torebki z prezentami. Mikołajki nie miały zająć całej godziny, ale w klasie
panuje takie rozluźnienie, że pani Adamska na pewno może zapomnieć o omawianiu
utworów Kochanowskiego.
Otwieram swój prezent i moim
oczom ukazuje balsam do ciała, malutkie perfumy i lakier do paznokci z
najnowszego katalogu Avonu. Doskonale wiem, kto kupił mi ten prezent.
Spoglądam na Darie i wymieniamy
porozumiewawcze uśmiechy.
- Nie otworzyłeś jeszcze? – pyta
Kuba, odwracając się do mojej ławki.
- Nie… Pewnie prezent będzie
nietrafiony, przecież nie znam się tak dobrze z dziewczynami z klasy- mówi
Filip, do którego było skierowane to pytanie.
- Daj spokój, pewnie dostałeś
jakieś kosmetyki- mówi Bartek.
- Jak każdy z nas- dorzuca Kamil.
Filip niepewnie otwiera torebkę.
Jego twarz nagle się rozluźnia. Wygląda, jakby zrzucił z siebie jakiś ogromny
ciężar.
Wysypuje zawartość torby na blat
ławki. Chłopcy patrzą na to z uznaniem.
- Dziękuję- mówi Filip,
spoglądając na mnie.
- Czemu zakładasz, że to ja? –
odpowiadam, udając zaskoczenie.
- Bo nikt inny nie widzi moich
bazgrołów – mówi ze śmiechem.
- To wcale nie są bazgroły,
świetnie rysujesz- mówię lekko urażona.
- Czyli mam rozumieć, że to taka
cicha sugestia, że powinienem częściej rysować?
- Hmn… Tak.
Oboje wybuchamy śmiechem.
- O mam dobrą wiadomość- mówi
Piotrek, wpatrując się w ekran swojego telefonu. – Nasze prezenty mikołajkowe
już przyszły.
♥
♥ ♥
Po ostatnim dzwonku wspólnie
wychodzimy ze szkoły. Idziemy do najbliższej poczty, gdzie w tak zwanym
paczkomacie czekają na nas prezenty mikołajkowe.
Postanowiliśmy kupić sobie
wzajemnie jakieś prezenty. Doszliśmy do porozumienia, złożyliśmy się i
dla każdego zamówiliśmy po poduszce i podkoszulku.
Ale nie była to zwykła poduszka i
zwykły podkoszulek.
Piotrek szybko wpisuje na ekranie
kod, który otrzymał smsem. Jedna z przegródek maszyny otwiera się. Chłopcy
wyjmują z niej dość dużą paczkę.
- Otwieramy? – pyta Kamil,
pocierając ręce.
- Tak tutaj? – pytam, rozglądając
się po przechodniach na ulicy.
- Czemu by nie- mówi Piotrek i
natychmiast otwiera pudełko. Wyjmuje pierwszą rzecz, która leżała na wierzchu.
Unosi ją do góry, by każdy mógł dokładnie przyjrzeć się poduszce.
Nie jest duża, wymiarami równa
zwykłemu jaśkowi. Wypchana jest czymś miękkim, co zwiększyło jej objętość. Na
jednej z jej stron widnieje nasze wspólne zdjęcie. Takie samo, jak na koszulce.
Przyglądam się jej krytycznym
wzrokiem. Całą uwagę skupiam na swojej postaci.
Dawno na zdjęciu nie byłam tak
szczerze uśmiechniętą.
- Wesołych Mikołajek, chłopaki-
mówię i wygrzebuję z pudełka moją koszulkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz