Rozdział X
Wkładam zimne dłonie do kieszeni,
aby choć trochę je ogrzać. Z dnia na dzień robi się coraz chłodniej. Podjęłam
chyba słuszną decyzję.
- To tutaj- mówię.
- Zwykła ulica, tak samo
zabrudzona jak inne- obojętnie odpowiada Kuba.
- Hachi! – wołam i gwiżdżę na
palcach. Husky momentalnie wychodzi ze swojego ukrycia i rzuca się na mnie.
- A nie mówiłam? – rzucam triumfalnym
tonem.
- A więc jednak nie oszalałaś- za
to od razu obrywa kuksańca w bok. – Dobra, spokojnie! Po prostu dziwi mnie, że
ktoś mógł wyrzucić takiego psa z domu. Serio nikt się po niego nie zgłosił?
- Nie- przypinam Hachiemu smycz
do obroży, którą kupiłam mu jakiś czas temu. – Jeżeli ktoś się odezwie, zwrócę
mu go. Na razie muszę go wziąć do siebie, przecież tutaj niedługo zamarznie.
Hachi przyjacielsko obwąchuje
Kubę. Potem spogląda na mnie na znak, że możemy ruszać.
Idziemy więc po wyłożonym kostką
chodniku.
- A co z twoim tatą? – pyta nagle
chłopak.
- A co ma być? – odpowiadam,
siląc się na obojętny ton.
- No… Nie zdenerwuje się na widok
psa?
- Nie mam pojęcia- odpowiadam
bezradnie. – Ale doszłam do wniosku, że, bądź co bądź, mój tata nie jest aż tak
groźny , jak te przymrozki. Musimy z Maćkiem jakoś go ukrywać i chronić. Wtedy
będzie dobrze.
Kolejne kilka metrów pokonujemy w
milczeniu.
- Masz już jakieś plany na
Andrzejki? – rzuca po chwili Kuba.
-Niespecjalnie.
- To w sumie dobrze. Moi rodzice
wyjeżdżają na weekend, więc mogę zorganizować imprezę. Oczywiście liczę na
Twoją obecność. No i pomoc w organizowaniu.
Wybuchamy głośnym śmiechem.
♥
♥ ♥
- Ile osób przyjęło zaproszenie?
Tłumacząca coś przy tablicy
matematyczka piorunuje Filipa spojrzeniem. Trwa w tej pozycji przez dłuższą
chwilę, po czym znowu wraca w swój matematyczny świat.
- No więc? – dodaje chłopak o pół
tonu ciszej.
- Czterdzieści osób- odpowiada
Kuba.
- Wow- mówię.
- A miała być mała impreza... –
śmieje się Bartek.
Kolejny raz jesteśmy uciszani
przez matematyczkę.
- Ale to chyba dobrze, że będzie
dużo osób – rzuca Filip, zaczynając przepisywać przykład z tablicy.
- Dopóki nie rozniosą mi domu, to
tak.
Zaczynamy głupkowato chichotać,
co znowu przykuwa uwagę naszej nauczycielki.
- Pomożecie mi zrobić zakupy,
prawda? – pyta Kuba.
- Ja odpadam- mówię od razu. –
Już umówiłam się z Darią, że pójdziemy szukać sobie jakiś ciuchów.
- Dobry pomysł- dodaje Filip z
dziwnym uśmieszkiem. - Musisz ubrać się
szałowo, żeby jakoś odwrócić uwagę od gipsu. Bo aż tak ciemno, to tam nie
będzie.
Natychmiastowo go szturcham. Jego
prawa ręką trzymająca długopis robi długą kreskę na cała stronę zeszytu.
- A potem nauczyciele dziwią się, że mam takie
pomazane zeszyty.
♥
♥ ♥
Stawiam nogę na jednym z
ruchomych schodków. Pociągam słomką łyk mojego szejka.
- Jeżeli w tym sklepie niczego
nie znajdziemy, to chyba nie kupimy nic- mówi lekko zrezygnowana Daria. – To mój
ulubiony butik, mam nadzieję, że on mnie nie zawiedzie.
Wchodzimy do jednego ze sklepów
na drugim poziomie galerii, gdzie ubrania przebiera dwójka dziewczyn w naszym
wieku. Spoglądam na metkę pierwszej lepszej bluzki wiszącej na najbliższym
wieszaku. Sto złotych.
Jeżeli pozostałe ubrania są w
podobnych cenach, to raczej nic tutaj nie kupię.
- Daria…- zaczynam i spoglądam na
moją kompankę, która jest już obłóczona naręczem wieszaków z różnymi częściami
garderoby. – Wiesz, trochę tu drogo…
- Nie przejmuj się- odpowiada
szybko nawet na mnie nie patrząc. – Ja dzisiaj funduję. Powiedzmy, że to taka
moja drobna, przyjacielska przysługa.
Nie zdążam nawet zaoponować,
kiedy wpycha mnie do przebieralni i daje mi do przymierzenia ubrania, które
sama mi wybrała.
Zakładamy kolejne ubrania, aż w
końcu spoglądamy w lustro w stylizacjach idealnych.
Daria wybrała czarną koszulkę bez
rękawków z napisem „ Live, laugh, smile, dance” , ciemne, jeansowe spodenki i
ciemne kowbojki. Ja natomiast postawiłam na szarą koszulkę, również bez
rękawków, z napisem „ Vans”, jasne spodenki typu marmurki i koszulę w czarno-
czerwoną kratkę. Jako buty postanowiłam założyć moje zwykłe czarne conversy.
- Idealnie.- zawyrokowała Daria. –
Możemy iść do kasy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz