12 czerwca 2014


Rozdział X

Wkładam zimne dłonie do kieszeni, aby choć trochę je ogrzać. Z dnia na dzień robi się coraz chłodniej. Podjęłam chyba słuszną decyzję.
- To tutaj- mówię.
- Zwykła ulica, tak samo zabrudzona jak inne- obojętnie odpowiada Kuba.
- Hachi! – wołam i gwiżdżę na palcach. Husky momentalnie wychodzi ze swojego ukrycia i rzuca się na mnie. -  A nie mówiłam? – rzucam triumfalnym tonem.
- A więc jednak nie oszalałaś- za to od razu obrywa kuksańca w bok. – Dobra, spokojnie! Po prostu dziwi mnie, że ktoś mógł wyrzucić takiego psa z domu. Serio nikt się po niego nie zgłosił?
- Nie- przypinam Hachiemu smycz do obroży, którą kupiłam mu jakiś czas temu. – Jeżeli ktoś się odezwie, zwrócę mu go. Na razie muszę go wziąć do siebie, przecież tutaj niedługo zamarznie.
Hachi przyjacielsko obwąchuje Kubę. Potem spogląda na mnie na znak, że możemy ruszać.
Idziemy więc po wyłożonym kostką chodniku.
- A co z twoim tatą? – pyta nagle chłopak.
- A co ma być? – odpowiadam, siląc się na obojętny ton.
- No… Nie zdenerwuje się na widok psa?
- Nie mam pojęcia- odpowiadam bezradnie. – Ale doszłam do wniosku, że, bądź co bądź, mój tata nie jest aż tak groźny , jak te przymrozki. Musimy z Maćkiem jakoś go ukrywać i chronić. Wtedy będzie dobrze.
Kolejne kilka metrów pokonujemy w milczeniu.
- Masz już jakieś plany na Andrzejki? – rzuca po chwili Kuba.
-Niespecjalnie.
- To w sumie dobrze. Moi rodzice wyjeżdżają na weekend, więc mogę zorganizować imprezę. Oczywiście liczę na Twoją obecność. No i pomoc w organizowaniu.
Wybuchamy głośnym śmiechem.
- Ile osób przyjęło zaproszenie?
Tłumacząca coś przy tablicy matematyczka piorunuje Filipa spojrzeniem. Trwa w tej pozycji przez dłuższą chwilę, po czym znowu wraca w swój matematyczny świat.
- No więc? – dodaje chłopak o pół tonu ciszej.
- Czterdzieści osób- odpowiada Kuba.
- Wow- mówię.
- A miała być mała impreza... – śmieje się Bartek.
Kolejny raz jesteśmy uciszani przez matematyczkę.
- Ale to chyba dobrze, że będzie dużo osób – rzuca Filip, zaczynając przepisywać przykład z tablicy.
- Dopóki nie rozniosą mi domu, to tak.
Zaczynamy głupkowato chichotać, co znowu przykuwa uwagę naszej nauczycielki.
- Pomożecie mi zrobić zakupy, prawda? – pyta Kuba.
- Ja odpadam- mówię od razu. – Już umówiłam się z Darią, że pójdziemy szukać sobie jakiś ciuchów.
- Dobry pomysł- dodaje Filip z dziwnym uśmieszkiem. -  Musisz ubrać się szałowo, żeby jakoś odwrócić uwagę od gipsu. Bo aż tak ciemno, to tam nie będzie.
Natychmiastowo go szturcham. Jego prawa ręką trzymająca długopis robi długą kreskę na cała stronę zeszytu.
 - A potem nauczyciele dziwią się, że mam takie pomazane zeszyty.
Stawiam nogę na jednym z ruchomych schodków. Pociągam słomką łyk mojego szejka.
- Jeżeli w tym sklepie niczego nie znajdziemy, to chyba nie kupimy nic- mówi lekko zrezygnowana Daria. – To mój ulubiony butik, mam nadzieję, że on mnie nie zawiedzie.
Wchodzimy do jednego ze sklepów na drugim poziomie galerii, gdzie ubrania przebiera dwójka dziewczyn w naszym wieku. Spoglądam na metkę pierwszej lepszej bluzki wiszącej na najbliższym wieszaku. Sto złotych.
Jeżeli pozostałe ubrania są w podobnych cenach, to raczej nic tutaj nie kupię.
- Daria…- zaczynam i spoglądam na moją kompankę, która jest już obłóczona naręczem wieszaków z różnymi częściami garderoby. – Wiesz, trochę tu drogo…
- Nie przejmuj się- odpowiada szybko nawet na mnie nie patrząc. – Ja dzisiaj funduję. Powiedzmy, że to taka moja drobna, przyjacielska przysługa.
Nie zdążam nawet zaoponować, kiedy wpycha mnie do przebieralni i daje mi do przymierzenia ubrania, które sama mi wybrała.
Zakładamy kolejne ubrania, aż w końcu spoglądamy w lustro w stylizacjach idealnych.
Daria wybrała czarną koszulkę bez rękawków z napisem „ Live, laugh, smile, dance” , ciemne, jeansowe spodenki i ciemne kowbojki. Ja natomiast postawiłam na szarą koszulkę, również bez rękawków, z napisem „ Vans”, jasne spodenki typu marmurki i koszulę w czarno- czerwoną kratkę. Jako buty postanowiłam założyć moje zwykłe czarne conversy.
- Idealnie.- zawyrokowała Daria. – Możemy iść do kasy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic