03 czerwca 2014

Rozdział IX

Otwieram oczy, ale momentalnie je mrużę od zbytniej jasności. Nasuwa mi się tylko jedno banalne pytanie, które można usłyszeć w co drugim filmie, w podobnej sytuacji: „Gdzie ja jestem?”
Wzrok powoli przyzwyczaja się do światła w pokoju. Pomieszczenie jest sterylne, utrzymane w białych barwach. Na jednej ze ścian znajduje się duża, czysta szyba. Dostrzegam za nią Maćka. Z trudem unoszę prawą dłoń i delikatnie mu macham .Dopiero teraz orientuję się, że na jej wierzchu mam przyklejone jakieś rurki. Spoglądam na lewą rękę, która jest w gipsie po łokieć.
Wizyta pielęgniarki całkowicie utwierdza mnie w przekonaniu ,że leżę w sali szpitalnej. Kobieta wymienia mi kroplówkę i mówi coś, co kompletnie do mnie nie dociera. Próbuję przypomnieć sobie wydarzenia z poprzedniego dnia. Daremnie, przyprawia mnie to tylko o ból głowy.
Chcę porozmawiać z Maćkiem, jednak pielęgniarka nie pozwala nikomu mnie odwiedzać.
Ciche brzęczenie żarówki zakodowało mi się w głowie. Patrzę na kroplówkę, z której pomału ubywa zawartości. Ile czasu już minęło? Godzina? Czy może dwie? Straciłam rachubę czasu, dla mnie to czekanie trwa całą wieczność.
Ciekawe czy dla Maćka wciąż siedzącego na korytarzu także.
Kroplówka jest do połowy pusta, kiedy do mojej sali przychodzi starszy pan w fartuchu lekarskim.
Kątem oka widzę, że Maciek momentalnie zrywa się z krzesła i idzie pod szybę.
- Jak się pani czuje?- lekarz pstryka długopisem i przykłada go do podstawki, którą trzyma w ręce.
- A jak miałabym się czuć? Jestem przykuta kroplówką do łóżka szpitalnego, a moja lewa ręka jest w gipsie.
Nie jest zadowolony z takiej odpowiedzi. Zapewne dlatego, że nie może zapisać jej na kartce, którą ze sobą przyniósł.
- Czyli chyba lepiej, bo poczucie humoru wróciło- odpowiada chłodno. - Jest pani w stanie powiedzieć, co zaszło wczoraj wieczorem?
- Nie sądzę. Niewiele pamiętam.
- Spokojnie, mam czas- przesuwa taboret i siada naprzeciwko mnie. - Może coś panią uderzyło?
Pierwsze przebłyski w świadomości. Widzę Maćka  i mojego ojca. W następnej chwili upadam na podłogę. Na myśl o uderzeniu w twarz zaczyna mnie piec policzek. Przełykam ślinę. Już wszystko pamiętam.
Niezauważalnie zerkam na Maćka. Co powinnam powiedzieć braciszku?
Jego wskazujący palec unosi się ku górze. Jakby usłyszał moje myśli.
Wodzę wzrokiem we wskazanym kierunku. Lampa.
- Już chyba pamiętam. Wydaje mi się, że wkręcałam żarówkę i spadłam z krzesła. Chciałam zamortyzować upadek, ale jakoś niespecjalnie mi to wyszło. Z resztą to chyba pan zauważył.
- A ślady na brzuchu? Wygląda jakby ktoś panią kopnął- niektórzy naprawdę mijają się ze swoim powołaniem. Ten lekarz z pewnością powinien być detektywem.
- To po wf w szkole. Grałyśmy w piłkę nożną, a piłka chyba się na mnie uwzięła. Koleżanka chcąc wkopać piłkę do bramki, z impetem kopnęła bramkarkę w brzuch. A ostrzegałam, że nie najlepiej bronię.
- Rozumiem.
Nie wie, jak bardzo to stwierdzenie mija się z prawdą.
- Kiedy będę mogła stąd wyjść?
- Jak tylko pojawi się tu twoja mama- rzuca z uśmieszkiem i teatralnie wychodzi z sali.
No to klops, myślę.
- Uwierzył? – pyta Maciek, który niezauważenie wkradł się do środka.
- Chyba tak- wzruszam ramionami, co pewnie komicznie wygląda w połączeniu z gipsem i kroplówką. – Ale chce się zobaczyć z mamą.
- Dzwoniłem do niej, gdy wracała z nocki. Nie dała mi wyjaśnić całej sytuacji, powiedziała po prostu, że przyjdzie.
Odwracam głowę  w stronę okna. Z tego piętra nie ma tu ciekawego widoku. Widać tylko koronę drzewa.
- Dziękuję- mówi po chwili. – Dziękuję, że się za mną wstawiłaś. Gdyby nie ty, może ja bym tu teraz leżał.
- Nie masz za co dziękować- odpowiadam, a mój głos jest lekko zachrypnięty. – Musiałam cię obronić. Przecież jesteś moim małym braciszkiem.
- Pff- prycha. – Już nie taki mały, jestem już przecież w gimnazjum.
- Jasne, jasne – mówię lekko ironicznie.
Przez kilka następnych godzin siedzimy w pustej sali szpitalnej, a nasz śmiech odbija się od ścian. Dopiero koło dziewiętnastej do pomieszczenia przychodzi lekarz.
- Wiem, że pewnie ci tu niezmiernie wygodnie, musisz jednak zbierać się do domu- mówi. – Ja też będę za tobą tęsknić- rzuca mi moje ubrania i wychodzi z pomieszczenia.
Nie ma co, przemiły gość.
Powoli wstaję, zabieram ze sobą rzeczy i idę do łazienki.
Kilka minut później idę przez korytarz w moim normalnym stroju i z ręką w temblaku.
Na rzędzie krzesełek siedzi tylko Maciek, mama rozmawia jeszcze z lekarzem. Tylko mnie dostrzega i niebezpiecznie szybko kończy rozmowę. Mężczyzna znika w swoim gabinecie, a mama odwraca się i idzie w kierunku schodów. Maciek podnosi się z miejsca i we dwójkę idziemy za nią.
Wsiadamy do naszego granatowego samochodu i bez najmniejszego kłopotu wykręcamy z parkingu.
Jedziemy w ciszy. Pustym wzrokiem wpatruję się w przemykające ulice, które znam już niemalże na pamięć. Po chwili mama włącza radio. Spoglądam na nią przez chwilę. Znam to posunięcie, chce uniknąć rozmowy na temat tego zdarzenia.
Podjeżdżamy pod blok i stajemy na naszym stałym miejscu do parkowania. Wysiadamy z Maćkiem jako pierwsi. Czekam jednak, aż i ona wysiądzie.
Z lekkim skrzypnięciem otwiera drzwiczki od strony kierowcy i stawia na asfalcie parkingu swoje botki. Spoglądam na Maćka. Wzrusza ramionami.
- Tata mi to zrobił- mówię w końcu, chociaż podejrzewam, że zdaje sobie z tego sprawę.
- Załatw w szkole sprawę z odszkodowaniem- odpowiada, mijając nas, po czym szybko znika w klatce.
Wzdycham i unoszę oczy do nieba.
Tej nocy znów słyszę, jak płacze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic