Rozdział V
Cichy dźwięk suwaka mojej torby. Wychowawczyni
kończy prowadzić lekcję kilka minut przed dzwonkiem. Niestety jej nadzieja na
spędzenie chwil w ciszy jest złudna.
Bartek odwraca się do mnie i
Filipa.
- Możemy dziś nie robić
próby? - pyta. - Mam dziś mecz, muszę jeszcze iść na trening.
Bartek od 7 roku życia trenuje
piłkę nożną. Chciał iść do liceum sportowego, jednak z powodu zbyt małej ilości
chętnych klasa o profilu piłkarskim nie utworzyła się. Mimo wszystko zdolności
chłopaka zostały docenione. Przyjęto go do drużyny reprezentującej nasze miasto. Oczywiście
tylko do rezerw, ma przecież dopiero 16 lat.
- Żaden problem- odpowiada Filip.
- A może przyjdziecie na
mecz? - proponuje Bartek. Kątem oka widzę, że Daria siedząca w przedostatniej ławce
w rzędzie od okna przygląda się nam i najwyraźniej przysłuchuje.
- Dobry pomysł- mówi Kuba. Poprawia
włosy i spogląda na mnie. - Ale chyba bez Ady, dziewczyny raczej nie przepadają za
piłką nożną.
Z reguły tak jest. Jednak ja mam brata, dla którego muszę być jak ojciec.
- Muszę cię zmartwić. Ja akurat
bardzo lubię piłkę nożną.
- To świetnie. No to spotykamy się
przed 17 pod stadionem- kwituje Filip. Dzwoni dzwonek, a wychowawczyni życzy nam
miłego weekendu. Wychodzę z klasy i idę do szafki. Drzwi pozostałych sal
lekcyjnych otwierają się i rozweseleni uczniowie wylewają się na korytarz. Panuje
gwar, jednak Daria dogania mnie dość szybko.
- Mogę iść z wami? - dyszy lekko i
patrzy na mnie oczami pełnymi nadziei.
- Ale gdzie? - pytam, mimo że
doskonale znam odpowiedź.
- No na ten mecz- jest
zakłopotana. Nie patrzy na mnie tylko na czubki swoich butów. - Też lubię oglądać
piłkę nożną, tylko nie mam z kim chodzić na mecze…
- Okej.
- Naprawdę!? - momentalnie podnosi
głowę a na jej twarzy pojawia się uśmiech.
- Jasne. Bądź przed 17 pod
stadionem.
Szybko przytakuje głową i prawie
biegiem kieruje się do szatni. Chyba bardzo zależało jej na moim pozwoleniu.
♥
♥ ♥
W domu wita mnie odór
piwa. Chrapie tak głośno, że nie muszę martwić się, że mnie usłyszy. Idę do kuchni
przyrządzam makaron z jajkiem. Nakładam jedzenie na dwa czarne, żaroodporne
talerze i pukam do pokoju Maćka. Powoli uchyla drzwi tak, że widzę tylko jego
oko.
- Zamawiał pan makaron z dostawą
do domu?
Śmieje się. Tylko jego uśmiech
ciągle pcha mnie do przodu.
- Oczywiście. Mam też nadzieję, że
dotrzyma mi pani towarzystwa przy posiłku.
- Skoro pan nalega- mówię i wchodzę
do jego pokoju. Panuje tu porządek, pewnie znowu sprzątał z nudów.
Przez pierwsze kilka minut nie
odzywamy się. Spod włosów spoglądam na zatroskaną twarz Maćka. Umie ukrywać swoje
emocje przed innymi, ale mnie nie oszuka.
- Jak tam było w szkole? - nie wiem
do końca jak powinnam zacząć ten temat.
- Dobrze- odpowiada
wymijająco. Charakterystyczne dla większości nastolatków.
- A masz jakieś plany na
popołudnie? Spotykasz się z kolegami czy coś w tym stylu?
- Nie- widelcem rozgrzebuje
jedzenie na talerzu. - Nie mają czasu.
- A może…
- Dobra, wcale nie chodzi o to, że
nie mają dla mnie czasu- przerywa mi. - Nie lubią mnie i chcieli mnie
spławić, zadowolona ze szczerej odpowiedzi!? - bierze w dłoń talerz i idzie do
kuchni. Jest zły, wręcz kipi ze złości.
Bez dłuższego namysłu odstawiam
jedzenie i idę za bratem. Stoi przy oknie, nie odwraca wzroku choć pewnie wie, że
do niego przyjdę.
- Przepraszam, nie chciałam cię
zdenerwować- mówię łagodnym głosem i kładę mi dłoń na ramieniu. Odruchowo wzdryga się, nie jest przyzwyczajony do takiej bliskości. Tak samo jak ja.
- To przecież nie twoja wina, że za
mną nie przepadają. Może nie jestem dobry w nawiązywaniu przyjaźni.
- Na pewno niebawem się do ciebie
przekonają. A jeśli nie, to są skończonymi idiotami.
♥
♥ ♥
Idę w grupie kibiców w stronę
stadionu. Maciek kurczowo trzyma się mojego nadgarstka, pewnie nie chce się
zgubić. Musiałam chwilę przekonywać go do wyjścia, chyba wstydzi się chłopaków.
Na miejscu czekają już na nas
Kamil z Piotrkiem. Witamy się i przedstawiam im Maćka.
- O nie- mówi nagle Maciek i chowa
się za mną.
- O co chodzi? - nie ukrywam, jestem
lekko zdezorientowana.
- Moi koledzy z klasy. Nie
chcę, żeby mnie zobaczyli.
Wodzę wzrokiem wokół i w końcu to
widzę. Niedaleko nas stoi grupka trzech chłopców. Wizualnie niczym praktycznie
nie różnią się od Maćka- są tego samego wzrostu i mają podobny styl. Jednak
powszechnie wiadomo, że pozory mylą.
- To chodź ze mną, kupimy
bilety- proponuje Kamil. Mój brat szybko podchwytuje pomysł i kilka sekund
później już stoją na końcu kolejki zaczynającej się przy okienku z napisem
„Kasa”
- Czemu unika swoich kolegów? - pyta
mnie Piotrek.
- Nie przepadają za nim- mówię po
prostu.
- Zaczekaj- mówi chłopak i nim
zdążę cokolwiek zrobić już stoi w trzyosobowej grupce chłopców niższych od
niego o jakieś 15 centymetrów.
Nie wiem co powinnam
zrobić. Powiedzieć Maćkowi, że Piotrek rozmawia z jego kolegami?Zatrzymać Piotrka
i skończyć tą rozmowę? Zamykam na chwilę oczy i biorę głęboki wdech. Gdy je
otwieram widzę osobę stojąca przede mną.
Jednak nie jest to wysoki brunet
z bandaną na głowie. To niska szatynka z
tym swoim charakterystycznym błyskiem w oku.
- Wszystko w
porządku? - pyta. Zaprawdę ciekawe powitanie.
- Jasne, jasne- odpowiadam. Z lewej
strony nadciąga Piotrek, a z prawej Kamil z Maćkiem. Patrzę na brata, chyba nie zauważył, że
Piotrek udał się do jego kolegów. Nie mam pojęcia o czym z nimi rozmawiał, ale
chyba nie odniesie to żadnych skutków co do osoby Maćka.
A jednak się mylę.
- Cześć Maciek- mówi najbardziej wysunięty na przód grupy chłopak .Skąd oni się tu tak nagle wzięli?
- Cześć Maciek- mówi najbardziej wysunięty na przód grupy chłopak .Skąd oni się tu tak nagle wzięli?
- Cześć- patrzę na okolicę jego
ust. Przygryza wargę. Wiem, że jest zdenerwowany.
- Masz ochotę z nami obejrzeć
mecz?
- Serio? - od razu jego twarz
promienieje.
- Jasne, lepiej się poznamy i miło
spędzimy czas.
Maciek spogląda na mnie
wyczekująco. Nie mogę mu przecież zabronić.
- Baw się dobrze- mówię tylko i
patrzę jak powoli znika w tłumie. - Co ty im powiedziałeś? - zwracam się do
Piotrka.
Chłopak tylko uśmiecha się
tajemniczo.
- Niech to będzie moja słodka
tajemnica.
Delikatnie staję na palcach i
całuję go w policzek.
- Dziękuję.
Jesteśmy już całą naszą
grupą, więc przechodzimy przez bramki i idziemy zająć miejsca na trybunach. Siadamy
w pierwszym rzędzie, żeby dobrze widzieć
murawę. Po chwili na boisko wychodzą zespoły. Odnajduję wśród nich chłopaka w
fioletowych mercurialach. On także znajduje nas wśród miejsc na widowni i
uśmiecha się znacząco. Może to znak, że będzie grał właśnie dla nas. Nie licząc
Darii, chyba wcale jej nie zauważył, co zasmuciło moją towarzyszkę.
Mecz rozpoczyna się. Walka jest
zacięta, pierwsza połowa kończy się remisem 1:1.
Wraz z początkiem drugiej połowy
meczu atmosfera na trybunach znacząco się podnosi. Kibicie wykrzykują okrzyki
zagrzewające drużyny do walki. Każdy zły ruch jest krytykowany, pomyłka
wyśmiewana. Kiedy w 88 minucie spotkania dochodzi do brutalnego faulu naszego
zawodnika, w sektorze, w którym siedzimy podnosi się wrzawa. Sędzia natomiast „nagradza”
to żółtą kartką.
- Tylko żółta!? - krzyczę
zdenerwowana. - To zasługiwało tylko i wyłącznie na czerwoną, nie
sądzisz? - spoglądam na Darię, która jest chyba najbardziej opanowanym kibicem na
stadionie.
- Tak, tak, masz rację.
Może nigdy nie byłam zbyt dobra w
kontaktach międzyludzkich, jednak zawsze potrafiłam trafnie odczytać intencje człowieka.
- Nie znasz się na piłce nożnej i
za nią nie przepadasz, prawda?
Na początku jest lekko
zmieszana, ale zaraz przyznaje się bez bicia.
- Prawda. Chciałam po prostu
pooglądać Bartka, a dziwnie było mi tu przyjść samej. Wiesz, on mi się bardzo
podoba…
Nie odpowiadam na to, bo jej
obiekt westchnień właśnie przygotowuje się do wykonania karnego. Trzymam za
niego kciuki i patrzę jak z lekkiego rozbiegu uderza w piłkę,która ląduje
prosto w bramce. Okrzyk radości niesie się przez trybunę. Wygraliśmy.
Po meczu chłopaki i Daria
rozeszli się do domów, a ja czekam na Bartka, wracamy bowiem w tę samą stronę. Po
chwili wychodzi z innymi członkami drużyny. Widać, że są od niego
starsi. Przybijają sobie piątki i rozchodzą się, każdy w swoją stronę. Chłopak
podchodzi do mnie i ruszamy w stronę domu.
- Gratuluję strzału, był świetny- mówię
po chwili.
- Dziękuję.
Przez pewien czas idziemy w
milczeniu. Jest mi trochę chłodno, więc wkładam ręce do kieszeni.
- Wiesz, to była bardzo duża
presja- jego głos niesie się cichym echem po pustej ulicy. - Bałem się, że coś
spieprzę. Ale kiedy przypomniałem sobie, że jesteście na trybunach od razu
przybyło mi pewności siebie.
Robi mi się cieplej na sercu, jego
słowa są takie miłe. Chyba wreszcie znalazłam tych właściwych przyjaciół.
Kolejne 10 minut drogi mija w
przyjemnej atmosferze. Bartek stwierdził, że mnie odprowadzi. Jesteśmy już kilka
uliczek od mojego bloku, kiedy słyszę dziwny odgłos. Zatrzymuję się i uciszam
chłopaka. Słyszę cichy chrobot z kartonowego pudełka leżącego nieopodal. Ponadto, pudełko rusza się. Zbliżam się do niego i widzę niedużego pieska rasy Husky. Wyciągam do
niego rękę, ale on groźnie warczy, momentalnie więc ją cofam. Chyba boi się
ludzi, ma chyba jakąś traumę.
- Co tutaj robi taki drogi, rasowy
pies? - dziwi się Bartek i rzuca mu swoją kanapkę. Pies nawet nie raczy na nią
spojrzeć. - Dziwne, że ktoś by go wyrzucił.
- Racja, dziwne… - mówię i jeszcze
raz przyglądam się psu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz