Rozdział IV
Powoli muskam klawisze pianina. W
czterech ścianach odbija się melodia „ Give me love” Eda Sheerana.
Jest spotkanie naszego kółka
muzycznego. Kończymy właśnie próbę na apel z okazji dnia nauczyciela.
Bartek stroi gitarę, a Piotrek
ostatni raz czyta cały tekst piosenki.
- Wybrałaś świetny utwór- mówi po
chwili. - Tekst jest taki prawdziwy. Mówi o tym, że złe rzeczy przytrafiają się
dobrym ludziom, jak na przykład ta
nieszczęśliwa miłość…
- Prawda- przerywa mu Kamil. - Często
dobrzy ludzie bardzo cierpią. Moja nauczycielka w szkole muzycznej opowiadała mi
kiedyś o swojej sąsiadce. Jest w naszym wieku i przychodzi do niej po sąsiedzku
na lekcje gry na pianinie i śpiewu. Ma ponoć niesamowity talent, moja
nauczycielka mówiła o niej jak najlepsze rzeczy. Niestety jej ojciec parę lat
temu stracił pracę i sens życia. Zaczął pić i bić swoją żonę i dzieci. Jest też
u nich nie najlepsza sytuacja materialna. Nazywa ją takim cierpiącym aniołem, bo
mimo tych wszystkich przeciwności losu jest najwspanialszą osobą jaką zna.
Przestaję grać, bo tłumione łzy
sprawiają, że nie widzę praktycznie nic. W końcu nie wytrzymuję, a strumienie bólu
spływają po moich policzkach. Bartek przestaje stroić gitarę i wszyscy kierują
swoje spojrzenia na mnie.
Ocieram oczy, z pewnością wyglądam
teraz żałośnie. Staram się podnieść kąciki ust tak, żeby stworzyły uśmiech.
- Wiecie, to takie dziwne usłyszeć
opinię swojej sąsiadki z ust innej osoby.
♥
♥ ♥
Przez cały weekend nie miałam
kontaktu z chłopakami. Nie wiem, jak przyjęli moje piątkowe wyznanie, zaraz po tym
opuściłam ich.
Tak czy siak musiałabym im kiedyś
powiedzieć. Może to lepiej, że dowiedzieli się na początku naszej znajomości, mają
jeszcze okazje się wycofać.
Przychodzę do szkoły znacznie
wcześniej, naprawdę nie mam po co siedzieć w domu z ojcem. Siadam na ławce przed
głównym gmachem budynku. Wokoło mnie są
tylko pojedyncze złotawe liście. Lubię jesień, jest wtedy tak ładnie.
Podnoszę z ziemi jeden z liści i
dokładnie mu się przyglądam. Licze jego nerwy po czym podnoszę go do wschodzącego
słońca.
Czuję nagłe przybycie ciężaru na
ławce. Mogłam nie siadać na jej środku.
- Jak się czujesz? - pyta stojący na
wprost mnie chłopak. Nie widzę jego twarzy, bo jest przysłonięta trzymanym przeze
mnie liściem. Opuszczam go i orientuję się, że to Bartek.
- Dobrze.J ak zawsze.
- A tak poważnie? - mówi siedzący
koło mnie Filip.
- Poważnie, kiedy wychodziłam ojciec
spał, więc… - nie kończę. Może nie chcę, a może nie potrafię.
- Przykro nam z powodu two…
- Nie- przerywam Filipowi. - Nie musi
wam być przykro. Przecież to nie wasza wina, że mam takiego ojca, a nie innego. Z
resztą, to bez znaczenia. Przez 6 lat można się przyzwyczaić do tego wszystkiego.
Zapada cisza. Patrzę to na
Filipa, to na Bartka. Nie wiem, czy to znak, że powinnam już pójść i zostawić ich w
spokoju. Raz na zawsze.
Wstaję z ławki i robię krok do
przodu, gdy ktoś łapie mnie za nadgarstek. Wzdrygam się i odruchowo wyszarpuję z
uścisku.
- Pamiętaj, że zawsze możesz na nas
liczyć- mówi Bartek. - My nie skreślimy cię z powodu twojej rodziny.
♥
♥ ♥
Zakładam trampki i wychodzę na
klatkę schodową. Od razu otwierają się przede mną drzwi naprzeciwko. Lubię wtorki
takie jak ten,kiedy znów widzę tą uśmiechniętą twarz.
Wchodzę do znanego mi mieszkania
i od razu przybiega do mnie czarno-biały zwierzak.
- Cześć Mruczku, tęskniłeś? - nie
jest to może wyjątkowe imię dla kota, ale to taka kochana istotka. Przykucam i
głaszczę go, a Mruczek mruczy z zadowoleniem. On jako jedyny za mną tęskni.
Opuszczam kota i idę do salonu
pani Krzyżanowskiej. Sąsiadka przeszukuje stos kartek leżących na małym
biurku. Siadam na białym, skórzanym taborecie. Wiem, że zejdzie jej chwila z
szukaniem nut.
- No to opowiadaj, jak tam w
szkole?
- Nadal słabo dogaduję się z
dziewczynami, za to z chłopakami polepsza mi się kontakt. Nawet dowiedzieli się o
mojej sytuacji rodzinnej.
- Naprawdę? - pani Krzyżanowska na
chwilę odrywa się od poszukiwań. To takie miłe z jej strony, że troszczy się o
mnie bardziej, niż moja własna matka. - I jak zareagowali?
- Powiedzieli, że nie zniechęca to
ich do mojej osoby i , że zawsze mogę na nich polegać. Dziwne, prawda?
- Wcale nie, kochana. To prawidłowa
reakcja. Najwidoczniej wreszcie poznałaś kogoś, kto jest dojrzały i tolerancyjny
na tyle, że jest w stanie cię zaakceptować- pani Krzyżanowska wreszcie odnajduje
właściwy zapis nutowy. Siada na takim samym taborecie jak ja i przysuwa się do
mnie i pianina. - Kto wie, może wyniknie z tego coś więcej? Na przykład taki Kamil
pasowałby do ciebie.
Śmieję się. Pierwszy szczery
śmiech od dawna.
- No co? Musisz przyznać, że to
przystojny chłopak. Jest zdolny, ale leniwy… Ale ja go jeszcze przywołam do
pionu! - kobieta też się śmieje.
- Chciałabym znowu mieć
przyjaciela. Wolałabym to, niż jakieś randki.
- Zobaczymy, zobaczymy… Pewnie
niebawem, któryś z nich zawróci ci w głowie, a wtedy wspomnisz moje słowa.
Lubię ten dystans do życia i
poczucie humoru pani Krzyżanowskiej. Jest to jedyna miła dla nas sąsiadka w
całym bloku. Inni traktują nas jak margines społeczeństwa.
Nie rozumiem, jak jej mąż mógł ją
zostawić, a dzieci urwać z nią kontakt. Mogłabym powiedzieć o niej równie dobre
rzeczy, co ona o mnie. Mimo to jest samotna. Od kiedy zaproponowała mi darmowe
lekcje pianina i śpiewu ma tylko mnie i Mruczka.
- Jakiej piosenki będę się uczyć
teraz? - pytam.
- Ten utwór wybrał specjalnie dla
ciebie Kamil.
- Kamil? - dziwię się. Po co miałby
wybierać mi piosenkę do nauki?
- Tak. Stwierdził, że ta piosenka do
ciebie pasuje i chciałby usłyszeć ją w twoim wykonaniu- przed oczami mam już zapis
nutowy i tekst piosenki „Tam gdzie ty”
- Chyba nie chcesz go
rozczarować? - pyta zadziornie kobieta.
- Skądże- mówię z uśmiechem.
- To świetnie. Zacznijmy od ćwiczenia śpiewu...
- To świetnie. Zacznijmy od ćwiczenia śpiewu...
sdlkjfsdfjdfhadhfjkhdsjfhjdhfdgdfgdfg boże
OdpowiedzUsuń