Rozdział III
Miarowe tykanie zegara miesza się
z wybijanym przez ołówek rytmem. Ostatnie minuty fizyki dłużą mi się
niemiłosiernie. W końcu dzwoni dzwonek, a ja momentalnie zrywam się z
miejsca. Szybko pokonuję dystans do mojej szafki, biorę tylko potrzebne rzeczy i
idę w kierunku wyjścia. Zależy mi, żeby zdążyć na wcześniejszy tramwaj. Idę po
ścieżce prowadzącej do bramy, kiedy słyszę, że ktoś mnie woła. Odwracam się i
widzę niewysoką szatynkę Darię.
Jest całkiem w porządku. Jej
rodzice pracują w bardzo dobrze prosperującej firmie. Nie oszukujmy się: jest
bogatą jedynaczką. Mimo wszystko nie wywyższa się z tego powodu. Zachowuje się
normalnie, jak wszyscy. Jest jedyną dziewczyną z klasy, z którą jak na razie się dogaduję. To
trochę dziwne, że osoby z tak diametralnie różnych światów mogą znaleźć wspólny
język.
- Znalazłabyś dziś dla mnie
czas? - pyta. Ma w swojej osobie coś, że nie mogę jej odmówić.
- Umówiłam się już z bratem, że
pojedziemy do galerii...
- To akurat dobrze się składa, bo
tez chciałam się tam z tobą udać. Nie będę wam przeszkadzać?
- Nie no, co ty- uśmiecham się i
umawiam z Darią na 16:00 pod galerią.
Za piętnaście trzecia jestem już
na znajomym mi osiedlu. Bloki są tu naprawdę zniszczone, jednak nie zapowiada się
na ich wyremontowanie. Bezgłośnie wbiegam na drugie piętro i ze skrzypnięciem
otwieram drzwi do mieszkania. Wchodzę do środka i zamykam je za sobą. Otwieram
usta żeby poinformować Maćka o moim powrocie. Robię krok do przodu i potykam się
o znoszone buty rozmiar 43. Zamykam usta równie szybko, jak je otworzyłam. Idę do
kuchni i otwieram lodówkę. Półki są prawie puste, mam nadzieję, że mama zrobi
jakieś zakupy. Jak na razie muszę zadowolić się zwykłym jogurtem. Idę z „obiadem”
do pokoju Maćka.
- Jadłeś coś? - pytam i odgarniam mu
włosy z czoła.
- Tak- mówi i nerwowo rzuca głową
na prawo i lewo, żeby jego fryzura wróciła do poprzedniego stanu.
- To dobrze- spoglądam na jego
postawę. Jest zdecydowanie za chudy. Nie dziwię się, że ludzie kierujący się tylko
wyglądem wyzywają go od anorektyków.
Zegar z kukułką w salonie
oznajmia godzinę piętnastą. Idziemy do przedpokoju i zakładamy nasze czarne
conversy, które dostaliśmy od cioci.
Ciocia Marta mieszka w małym
angielskim miasteczku. Ma dobrze płatną prace i jest singielką z wyboru. Gdyby
mama też podjęła taką decyzję, może teraz nie cierpiałaby tak bardzo.
Co jakiś czas przysyła dla mnie i
Maćka paczkę z ubraniami albo jakimiś rzeczami. Co miesiąc przesyła nam też
pieniądze na opłacenie rachunków. Mimo, że nie zawsze pieniądze idą na to, na co
powinny to i tak dzięki cioci możemy w miarę godnie żyć.
A propos godnego życia słyszę
basowy głos dobiegający z salonu.
- Wychodzicie gdzieś? Kupcie mi w
takim razie piwo.
Wzdrygam się na sam jego dźwięk, a
Maciek kurczowo łapie mnie za rękę.
- Wychodzimy- mój głos
drży. - Ale… ale nie kupimy ci piwa.
Maciek coraz mocniej ściska mnie
za nadgarstek. Widzę masywną rękę, która podnosi pustą butelkę i ciska nią w
ścianę tuż obok nas. Krzyżuję ręce, aby ochronić twarz przed odłamkami
szkła. Odsłaniam twarz i patrzę na lekko poharatane nadgarstki. Maciek szybko
biegnie do łazienki, bierze bandaż w rękę i wybiegamy z mieszkania. W drodze na
przystanek owijamy nasze nadgarstki bandażem i zaciągamy na nie rękawy bluz. No
bo przecież nikt nie może się o tym dowiedzieć.
Daria punktualnie pojawia się na
miejscu spotkania. Od razu wchodzimy więc do galerii. Kierujemy się do croppa, zamierzamy najpierw załatwić sprawę z bluzą dla Maćka. Szatynka
postanowiła pomóc nam wyborze.
- A co sądzicie o tej? - mówi i podaje mi wieszak
z zieloną bluzą.
- Racja, jest fajna- odpowiadam i przeglądam
pozostałe bluzy z tego fasonu. - Niestety wszystkie są za duże- kłamię i odwieszam
bluzę.
W ten sposób odrzucam też parę innych bluz. Daria jest lekko zawiedziona, ale nie mogę jej powiedzieć, że nie stać
nas na tak drogą bluzę. Idziemy do house’a i tam kupujemy czerwoną bluzę z
grubymi, białymi sznurkami. Po wyjściu ze sklepu wciskam Maćkowi część pieniędzy w dłoń.
- Masz, kup sobie coś do jedzenia- szepczę mu do
ucha. Uśmiecha się tym swoim wiecznie smutnym uśmiechem i zostawia mnie z Darią.
- Tak więc jaką sprawę chcesz załatwić? - pytam
moją towarzyszkę.
- Potrzebuję ubrania na jutrzejszą
dyskotekę. Masz fajny styl, wiem, że pomożesz mi wybrać coś fajnego.
♥
♥ ♥
Po długich namowach Darii dwa dni
później jestem pierwszą osobą, która przyszła na szkolną dyskotekę z okazji dnia
chłopaka. Moje zadrapania na rękach są już praktycznie niewidoczne, dlatego
mogłam założyć koszulkę z krótszym rękawem. Zdecydowałam się na czarną bluzę z
rękawami trzy czwarte i krzyżem z stylu galaxy. Dość dobrze wygląda to z
fioletowymi rurkami i czarnymi conversami, które też mam na sobie. Idę do
szatni, gdzie ma się odbyć dyskoteka. Okna są zasłonięte, ale i tak jest jeszcze
dość jasno. Po podłodze wiją się kable, a reflektory są zawieszone na
ścianach. Podchodzę do sylwetki stojącej za stołem DJ’a i staję na palcach, żeby
zasłonić mu oczy. W bezruchu trwamy w tej pozycji.
- Wiem, że to ty Ada- mówi po
chwili. - Poznaję po tych twoich ładnych perfumach.
Odsłaniam więc jego oczy. Chłopak
odwraca się do mnie i w słabym oświetleniu dostrzegam dobrze mi znane rysy
twarzy Kuby.
- Nie chwaliłeś się, że dorabiasz
sobie jako DJ- śmieję się.
- Bo w zasadzie nie dorabiam. Znam się
trochę na tym, więc zaoferowałem się do pracy DJ’a- mówi podłączając jakieś kable
do głośników. - A ty co tu robisz? Przecież mówiłaś, że nie przyjdziesz bo nie
lubisz dyskotek.
- Nadal tak jest. Daria mnie
namówiła, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam…
- Jasne, że dobrze zrobiłaś. Przyda
mi się pomocniczka do wyboru piosenek.
O 17 dyskoteka zaczyna się. Po
jakimś czasie dostrzegam Darię tańcząca w gronie innych dziewczyn z
klasy. Uśmiecham się sama do siebie, naprawdę do twarzy jej w sukience, którą jej
wybrałam. Wygląda tak beztrosko, gdy wiruje na parkiecie. Jest piękna na swój
własny sposób.
Niedługo do mnie i Kuby dołącza
reszta naszej paczki, czyli pozostali chłopcy z mojej klasy. W szóstkę dbamy, aby
cała szkoła dobrze się bawiła. Nieoczekiwanie Bartek podchodzi do mnie.
- Chodź, też powinnaś się trochę rozerwać- mówi
i łapie mnie za nadgarstki. Co prawda nie bolą mnie już, mimo wszystko odruchowo
się wzdrygam.
Mimo mojego protestowania chwilę
później już jesteśmy na „parkiecie” wśród innych osób. Zaczynamy tańczyć, a
niedaleko nas są dziewczyny z naszej klasy, w tym Daria.
Tańczymy, a ja próbuję zatracić
się w muzyce. Chwilowo nie myślę o tym, czy mama wróciła już do domu, czy Maciek
musi ukrywać się przed naszym tyranem i czy tyran zalega na kanapie w
salonie. Odcinam się od wszystkich myśli, jestem teraz kimś innym.
Chciałabym tylko nie widzieć spojrzeń rzucanych przez
dziewczyny z klasy. Nawet przez Darię.
kocham to
OdpowiedzUsuń