14 października 2013

Rozdział I

Budzik dzwoni punktualnie o 7:30. Niechętnie wstaję z łóżka. Wychodzę na korytarz i od razu podążam do łazienki. Obmywam twarz, by pozbyć się resztek snu z powiek. Spoglądam w lustro, w drzwiach widzę mojego młodszego brata Maćka.
- Ja robię śniadanie, a ty prasujesz ubrania? - pyta.
- Jasne- odpowiadam i odwracam się żeby wziąć żelazko z półki.
Rozstawiam deskę do prasowania po czym idę po naszykowane już wczoraj ubrania. Prasuję koszulę i spodnie dla brata oraz czarną sukienkę dla mnie. Ledwie kończę, a Maciek już woła mnie na śniadanie. Wyłączam więc żelazko i idę do salonu.
Jesteśmy sami przez co możemy zjeść śniadanie w spokoju. Mama już poszła do pracy, a tata... właściwie nie wiem, co teraz robi. Nie jestem pewna, czy wrócił na noc do domu. Ale to nie jest teraz ważne. Szybko sprzątamy po posiłku i idziemy kontynuować nasze przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. Ubieram sukienkę i baletki, następnie układam włosy. Co za szczęście,że są naturalnie proste. Wykonuję lekki makijaż, zarzucam sweter na ramiona i biorę torebkę. Na korytarzu czeka już Maciek.
- Łał, świetnie wyglądasz- mówi. Czuję się dziwnie słysząc od niego taki komplement.
- Ty także- odpowiadam i czochram jego włosy. Wiem,że bardzo tego nie lubi.
Rzuca mi jeszcze jedno nienawistne spojrzenie, po czym wychodzi na klatkę schodową. Id/ę tuż za nim i zamykam drzwi do mieszkania. Odwracam się, a on wciąż poprawia swoją rozczochraną przeze mnie fryzurę. Śmieję się w duchu i razem idziemy na przystanek.
Tramwaj przyjeżdża punktualnie, przez co pod Publicznym Gimnazjum nr 2 jesteśmy już o 8:30. Chwilę stoimy w ciszy i podziwiamy potężny gmach budynku.
-Powinnaś już iść, inaczej się spóźnisz- mówi Maciek i odwraca się w moją stronę. Widzę, że jest zestresowany i lekko markotny. Nie dziwię się mu, w końcu on też zaczyna dzisiaj coś nowego, mianowicie naukę w gimnazjum.
- Ej, nie przejmuj się. Dasz sobie radę i wszystko będzie dobrze. Tylko uśmiechnij się,proszę.
Wzdycha, ale podnosi kąciki ust do góry. Uwielbiam,kiedy się uśmiecha. Wygląda wtedy tak pięknie. W takim momencie nikt nie pomyślałby ile bólu mógł doświadczyć ten trzynastolatek.
- Trzymam za ciebie kciuki-całuję go w czoło i odchodzę.
- Ja za ciebie także- woła za mną. Nie dziękuję ,chociaż czuję, że Jego wsparcie mi się przyda.
Do mojego nowego liceum dochodzę na pięć minut przed dziewiątą. Wchodzę do środka  i idę za strzałkami prowadzącymi na salę gimnastyczną. Idę opustoszałym korytarzem, pozostali uczniowie pewnie już zajęli swoje miejsca. Spoglądam na rzędy szafek szkolnych. Ciekawe która z nich będzie moja.
To liceum to zwykły ogólniak, jednak jest tu niezbyt dużo uczniów. Dlatego są tutaj szafki rodem z ameryki. Szkoła nie ma co prawda najlepszej opinii, jednak nie stać mnie na naukę w prywatnej szkole. Co prawda ciocia chciała opłacić mi lepsze liceum, ale nie mogłam się na to zgodzić. I tak mam już u niej spory dług wdzięczności.
Wchodzę przez szerokie drzwi. Sama nie wiem, ilu uczniów jest na sali gimnastycznej. Trzystu? Czterystu? Trudno mi się odnaleźć w tym gwarze. Powoli, kawałek po kawałku, spojrzeniem badam pomieszczenie. Na drugim końcu widzę dużą, prostokątną tabliczkę z napisem „Ia”. Myślę ,jak niezauważenie się tam dostać. Nie jest to chyba możliwe, musze przejść przez środek sali. Biorę głęboki wdech i szybko idę do mojej nowej klasy. Siadam na pierwszym krześle z brzegu i słyszę cichy trzask mikrofonu. Dyrektor zaczyna przemówienie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

by Heather - Land of Grafic