Rozdział I
Budzik dzwoni punktualnie o 7:30. Niechętnie
wstaję z łóżka. Wychodzę na korytarz i od razu podążam do łazienki. Obmywam
twarz, by pozbyć się resztek snu z powiek. Spoglądam w lustro, w drzwiach widzę
mojego młodszego brata Maćka.
- Ja robię śniadanie, a ty
prasujesz ubrania? - pyta.
- Jasne- odpowiadam i odwracam się żeby
wziąć żelazko z półki.
Rozstawiam deskę do prasowania po
czym idę po naszykowane już wczoraj ubrania. Prasuję koszulę i spodnie dla brata
oraz czarną sukienkę dla mnie. Ledwie kończę, a Maciek już woła mnie na
śniadanie. Wyłączam więc żelazko i idę do salonu.
Jesteśmy sami przez co możemy
zjeść śniadanie w spokoju. Mama już poszła do pracy, a tata... właściwie nie wiem, co
teraz robi. Nie jestem pewna, czy wrócił na noc do domu. Ale to nie jest teraz
ważne. Szybko sprzątamy po posiłku i idziemy kontynuować nasze przygotowania do
rozpoczęcia roku szkolnego. Ubieram sukienkę i baletki, następnie układam
włosy. Co za szczęście,że są naturalnie proste. Wykonuję lekki makijaż, zarzucam
sweter na ramiona i biorę torebkę. Na korytarzu czeka już Maciek.
- Łał, świetnie wyglądasz- mówi. Czuję
się dziwnie słysząc od niego taki komplement.
- Ty także- odpowiadam i czochram
jego włosy. Wiem,że bardzo tego nie lubi.
Rzuca mi jeszcze jedno
nienawistne spojrzenie, po czym wychodzi na klatkę schodową. Id/ę tuż za nim i
zamykam drzwi do mieszkania. Odwracam się, a on wciąż poprawia swoją rozczochraną
przeze mnie fryzurę. Śmieję się w duchu i razem idziemy na przystanek.
Tramwaj przyjeżdża
punktualnie, przez co pod Publicznym Gimnazjum nr 2 jesteśmy już o 8:30. Chwilę
stoimy w ciszy i podziwiamy potężny gmach budynku.
-Powinnaś już iść, inaczej się
spóźnisz- mówi Maciek i odwraca się w moją stronę. Widzę, że jest zestresowany i
lekko markotny. Nie dziwię się mu, w końcu on też zaczyna dzisiaj coś
nowego, mianowicie naukę w gimnazjum.
- Ej, nie przejmuj się. Dasz sobie
radę i wszystko będzie dobrze. Tylko uśmiechnij się,proszę.
Wzdycha, ale podnosi kąciki ust do
góry. Uwielbiam,kiedy się uśmiecha. Wygląda wtedy tak pięknie. W takim momencie
nikt nie pomyślałby ile bólu mógł doświadczyć ten trzynastolatek.
- Trzymam za ciebie kciuki-całuję
go w czoło i odchodzę.
- Ja za ciebie także- woła za
mną. Nie dziękuję ,chociaż czuję, że Jego wsparcie mi się przyda.
Do mojego nowego liceum dochodzę
na pięć minut przed dziewiątą. Wchodzę do środka
i idę za strzałkami prowadzącymi na salę gimnastyczną. Idę opustoszałym
korytarzem, pozostali uczniowie pewnie już zajęli swoje miejsca. Spoglądam na
rzędy szafek szkolnych. Ciekawe która z nich będzie moja.
To liceum to zwykły
ogólniak, jednak jest tu niezbyt dużo uczniów. Dlatego są tutaj szafki rodem z
ameryki. Szkoła nie ma co prawda najlepszej opinii, jednak nie stać mnie na naukę
w prywatnej szkole. Co prawda ciocia chciała opłacić mi lepsze liceum, ale nie mogłam
się na to zgodzić. I tak mam już u niej spory dług wdzięczności.
Wchodzę przez szerokie drzwi. Sama
nie wiem, ilu uczniów jest na sali gimnastycznej. Trzystu? Czterystu? Trudno mi się
odnaleźć w tym gwarze. Powoli, kawałek po kawałku, spojrzeniem badam
pomieszczenie. Na drugim końcu widzę dużą, prostokątną tabliczkę z napisem „Ia”. Myślę ,jak
niezauważenie się tam dostać. Nie jest to chyba możliwe, musze przejść przez
środek sali. Biorę głęboki wdech i szybko idę do mojej nowej klasy. Siadam na
pierwszym krześle z brzegu i słyszę cichy trzask mikrofonu. Dyrektor zaczyna
przemówienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz