26 października 2013

Rozdział III

Miarowe tykanie zegara miesza się z wybijanym przez ołówek rytmem. Ostatnie minuty fizyki dłużą mi się niemiłosiernie. W końcu dzwoni dzwonek, a ja momentalnie zrywam się z miejsca. Szybko pokonuję dystans do mojej szafki, biorę tylko potrzebne rzeczy i idę w kierunku wyjścia. Zależy mi, żeby zdążyć na wcześniejszy tramwaj. Idę po ścieżce prowadzącej do bramy, kiedy słyszę, że ktoś mnie woła. Odwracam się i widzę niewysoką szatynkę Darię.
Jest całkiem w porządku. Jej rodzice pracują w bardzo dobrze prosperującej firmie. Nie oszukujmy się: jest bogatą jedynaczką. Mimo wszystko nie wywyższa się z tego powodu. Zachowuje się normalnie, jak wszyscy. Jest jedyną dziewczyną z klasy, z którą jak na razie się dogaduję. To trochę dziwne, że osoby z tak diametralnie różnych światów mogą znaleźć wspólny język.
- Znalazłabyś dziś dla mnie czas? - pyta. Ma w swojej osobie coś, że nie mogę jej odmówić.
- Umówiłam się już z bratem, że pojedziemy do galerii...
- To akurat dobrze się składa, bo tez chciałam się tam z tobą udać. Nie będę wam przeszkadzać?
- Nie no, co ty- uśmiecham się i umawiam z Darią na 16:00 pod galerią.
Za piętnaście trzecia jestem już na znajomym mi osiedlu. Bloki są tu naprawdę zniszczone, jednak nie zapowiada się na ich wyremontowanie. Bezgłośnie wbiegam na drugie piętro i ze skrzypnięciem otwieram drzwi do mieszkania. Wchodzę do środka i zamykam je za sobą. Otwieram usta żeby poinformować Maćka o moim powrocie. Robię krok do przodu i potykam się o znoszone buty rozmiar 43. Zamykam usta równie szybko, jak je otworzyłam. Idę do kuchni i otwieram lodówkę. Półki są prawie puste, mam nadzieję, że mama zrobi jakieś zakupy. Jak na razie muszę zadowolić się zwykłym jogurtem. Idę z „obiadem” do pokoju Maćka.
- Jadłeś coś? - pytam i odgarniam mu włosy z czoła.
- Tak- mówi i nerwowo rzuca głową na prawo i lewo, żeby jego fryzura wróciła do poprzedniego stanu.
- To dobrze- spoglądam na jego postawę. Jest zdecydowanie za chudy. Nie dziwię się, że ludzie kierujący się tylko wyglądem wyzywają go od anorektyków.
Zegar z kukułką w salonie oznajmia godzinę piętnastą. Idziemy do przedpokoju i zakładamy nasze czarne conversy, które dostaliśmy od cioci.
Ciocia Marta mieszka w małym angielskim miasteczku. Ma dobrze płatną prace i jest singielką z wyboru. Gdyby mama też podjęła taką decyzję, może teraz nie cierpiałaby tak bardzo.
Co jakiś czas przysyła dla mnie i Maćka paczkę z ubraniami albo jakimiś rzeczami. Co miesiąc przesyła nam też pieniądze na opłacenie rachunków. Mimo, że nie zawsze pieniądze idą na to, na co powinny to i tak dzięki cioci możemy w miarę godnie żyć.
A propos godnego życia słyszę basowy głos dobiegający z salonu.
- Wychodzicie gdzieś? Kupcie mi w takim razie piwo.
Wzdrygam się na sam jego dźwięk, a Maciek kurczowo łapie mnie za rękę.
- Wychodzimy- mój głos drży. - Ale… ale nie kupimy ci piwa.
Maciek coraz mocniej ściska mnie za nadgarstek. Widzę masywną rękę, która podnosi pustą butelkę i ciska nią w ścianę tuż obok nas. Krzyżuję ręce, aby ochronić twarz przed odłamkami szkła. Odsłaniam twarz i patrzę na lekko poharatane nadgarstki. Maciek szybko biegnie do łazienki, bierze bandaż w rękę i wybiegamy z mieszkania. W drodze na przystanek owijamy nasze nadgarstki bandażem i zaciągamy na nie rękawy bluz. No bo przecież nikt nie może się o tym dowiedzieć.
Daria punktualnie pojawia się na miejscu spotkania. Od razu wchodzimy więc do galerii. Kierujemy się do croppa, zamierzamy najpierw załatwić sprawę z bluzą dla Maćka. Szatynka postanowiła pomóc nam wyborze.
 - A co sądzicie o tej? - mówi i podaje mi wieszak z zieloną bluzą.
 - Racja, jest fajna- odpowiadam i przeglądam pozostałe bluzy z tego fasonu. - Niestety wszystkie są za duże- kłamię i odwieszam bluzę.
W ten sposób odrzucam też parę innych bluz. Daria jest lekko zawiedziona, ale nie mogę jej powiedzieć, że nie stać nas na tak drogą bluzę. Idziemy do house’a i tam kupujemy czerwoną bluzę z grubymi, białymi sznurkami. Po wyjściu ze sklepu wciskam Maćkowi część pieniędzy w dłoń.
 - Masz, kup sobie coś do jedzenia- szepczę mu do ucha. Uśmiecha się tym swoim wiecznie smutnym uśmiechem i zostawia mnie z Darią.
- Tak więc jaką sprawę chcesz załatwić? - pytam moją towarzyszkę.
- Potrzebuję ubrania na jutrzejszą dyskotekę. Masz fajny styl, wiem, że pomożesz mi wybrać coś fajnego.

Po długich namowach Darii dwa dni później jestem pierwszą osobą, która przyszła na szkolną dyskotekę z okazji dnia chłopaka. Moje zadrapania na rękach są już praktycznie niewidoczne, dlatego mogłam założyć koszulkę z krótszym rękawem. Zdecydowałam się na czarną bluzę z rękawami trzy czwarte i krzyżem z stylu galaxy. Dość dobrze wygląda to z fioletowymi rurkami i czarnymi conversami, które też mam na sobie. Idę do szatni, gdzie ma się odbyć dyskoteka. Okna są zasłonięte, ale i tak jest jeszcze dość jasno. Po podłodze wiją się kable, a reflektory są zawieszone na ścianach. Podchodzę do sylwetki stojącej za stołem DJ’a i staję na palcach, żeby zasłonić mu oczy. W bezruchu trwamy w tej pozycji.
- Wiem, że to ty Ada- mówi po chwili. - Poznaję po tych twoich ładnych perfumach.
Odsłaniam więc jego oczy. Chłopak odwraca się do mnie i w słabym oświetleniu dostrzegam dobrze mi znane rysy twarzy Kuby.
- Nie chwaliłeś się, że dorabiasz sobie jako DJ- śmieję się.
- Bo w zasadzie nie dorabiam. Znam się trochę na tym, więc zaoferowałem się do pracy DJ’a- mówi podłączając jakieś kable do głośników. - A ty co tu robisz? Przecież mówiłaś, że nie przyjdziesz bo nie lubisz dyskotek.
- Nadal tak jest. Daria mnie namówiła, ale nie wiem czy dobrze zrobiłam…
- Jasne, że dobrze zrobiłaś. Przyda mi się pomocniczka do wyboru piosenek.
O 17 dyskoteka zaczyna się. Po jakimś czasie dostrzegam Darię tańcząca w gronie innych dziewczyn z klasy. Uśmiecham się sama do siebie, naprawdę do twarzy jej w sukience, którą jej wybrałam. Wygląda tak beztrosko, gdy wiruje na parkiecie. Jest piękna na swój własny sposób.
Niedługo do mnie i Kuby dołącza reszta naszej paczki, czyli pozostali chłopcy z mojej klasy. W szóstkę dbamy, aby cała szkoła dobrze się bawiła. Nieoczekiwanie Bartek podchodzi do mnie.
- Chodź, też powinnaś się trochę rozerwać-  mówi i łapie mnie za nadgarstki. Co prawda nie bolą mnie już, mimo wszystko odruchowo się wzdrygam.
Mimo mojego protestowania chwilę później już jesteśmy na „parkiecie” wśród innych osób. Zaczynamy tańczyć, a niedaleko nas są dziewczyny z naszej klasy, w tym Daria.
Tańczymy, a ja próbuję zatracić się w muzyce. Chwilowo nie myślę o tym, czy mama wróciła już do domu, czy Maciek musi ukrywać się przed naszym tyranem i czy tyran zalega na kanapie w salonie. Odcinam się od wszystkich myśli, jestem teraz kimś innym.
Chciałabym tylko nie widzieć spojrzeń rzucanych przez dziewczyny z klasy. Nawet przez Darię.

19 października 2013

Rozdział II

Otwieram szafkę i wkładam tam strój na wf i jak na razie niepotrzebne mi książki. Wyjmuję telefon z kieszeni, aby go wyciszyć i sprawdzić godzinę. Jest 7:55 co oznacza, że za chwilę rozpoczyna się moja pierwsza lekcja w tym roku szkolnym. Zamykam z  trzaskiem szafkę i idę prosto korytarzem Dziś jest tu pełno ludzi, nie to co wczoraj. Na drugie piętro dochodzę dość szybko i , o dziwo, z łatwością odnajduję salę numer 10. Idę w jej kierunku, jednak zatrzymuję się w pewnej odległości od mojej nowej klasy. Dziewczyny rozmawiają ze sobą, a chłopaków nie widać na horyzoncie. Czekam. Mija jakaś minuta a po korytarzu niesie się dźwięk dzwonka. Do drzwi sali numer 10 podchodzi wysoka blondynka po czterdziestce.
Wybrałam klasę o profilu humanistycznym. Jest w niej aż 21 dziewczyn. Nieparzysta liczba. Wiem, że to ja jestem tą, która będzie musiała siedzieć sama. Wejście do sali utrzymuje mnie w tym przekonaniu. Wszystkie dziewczyny dobrały już się parami i zajęły miejsca. Po prostu je mijam i siadam w ostatniej ławce w środkowym rzędzie. Schylam się, żeby wyjąć zeszyt i piórnik.
- Mogę się dosiąść? - słyszę nagle.
Podnoszę głowę  i widzę wysokiego ciemnowłosego chłopaka , o oczach błękitnych jak czysta rzeka. Dziwne. Przez całe gimnazjum siedziałam sama i nie miałam żadnych przyjaciół. Wszyscy skreślili mnie, ponieważ należę do innej warstwy społecznej. Tej gorszej. No tak, przecież on nic nie wie! Myśli, że jestem taką samą dziewczyną jak pozostała dwudziestka. Wszyscy teraz tu tak myślą, muszę tylko utrzymać ich w tym przekonaniu.
- Jasne- odpowiadam i uśmiecham się.
Odsuwa krzesło i siada obok mnie. W wolnej ławce przed nami siada brunet i szatyn, a po ich lewej stronie, w ławce pod ścianą dwóch ciemnowłosych chłopaków, w tym jeden z bandaną na głowie. Najwyraźniej w klasie nie  ma żadnego blondyna. Dziewczyny są chyba zawiedzione, większość z reguły lubi jasnowłosych osobników. Dla mnie nie ma to większego znaczenia.
- Jestem Filip- mówi mój kompan z ławki. - A to jest Kuba, Bartek, Kamil i Piotrek. A ty to...?
- Ada. Po prostu Ada.
 ♥ ♥ ♥ 
Mija właśnie tydzień od rozpoczęcia nauki. Moje siniaki na nogach się zagoiły, mogę więc ćwiczyć w krótkich spodenkach. Moją chudą sylwetkę tłumaczę codziennym bieganiem. Wszystkie dziewczyny mi wierzą. Jak zawsze.
Moja wychowawczyni, polonistka pani Adamska wydaje się być wyrozumiała dla swoich wychowanków .Jest dość młoda, sądzę, że z łatwością znajdziemy wspólny język. Na pierwszej lekcji wychowawczej poinformowała nas, o zajęciach dodatkowych. Każdy z nas ma obowiązek przyłączyć się do jakiegoś kółka zainteresowań.
Stoję właśnie przed korkową tablicą i czytam listę kółek.
Jak na razie nie mam najlepszego kontaktu z dziewczynami z klasy .Chyba za bardzo się od siebie różnimy. Jednak z tego co wiem, wszystkie wybrały już zajęcia dodatkowe.
Mija pięć minut i w końcu wiem, że chcę należeć do kółka muzycznego. Pierwsze spotkanie ma być po lekcjach.
Po ostatnim moim dzwonku idę do szafki, po czym udaję się na ostatnie piętro i staję pod drzwiami sali numer 20. Kładę dłoń na klamce, jednak jej nie naciskam. Nasłuchuję. Słyszę donośny śmiech. Liczę do dziesięciu i naciskam klamkę.
Otwieram drzwi z rozmachem i widzę Filipa, Kubę, Bartka, Kamila i Piotrka ode mnie z klasy. Ciągle się śmieją. Nie zauważyli mnie mimo mojego spektakularnego wejścia. Może pomyliłam sale, mam jeszcze okazję się wycofać.
- Ty też przyszłaś zapisać się do kółka muzycznego?
Za późno. Muszę teraz wejść.
- Tak- odpowiadam i wchodzę do środka delikatnie zamykając za sobą drzwi.
- Siadaj w takim razie- mówi Kamil i przesuwa się robiąc mi miejsce na blacie ławki.
Siadam, a drzwi od razu otwierają się. Wysoki chłopak w skórzanej kurtce i glanach prezentuje się naprawdę nieźle. Jego włosy są postawione na żel, coś na wzór nieudanego irokeza. Ma okulary przeciwsłoneczne o dużych szkłach. Zdejmuje je, by lepiej nam się przyjrzeć
- Wy naprawdę chcecie należeć do tego kółka? - pyta szczerze zdziwiony.
- Skoro tu przyszliśmy, to raczej tak- odpowiada Piotrek.
- Dziwne, że przyszło tutaj aż sześć osób. No nic, chcę wam powiedzieć, że nie prowadzę tego kółka w tym roku. Po prostu jest zbyt mało chętnych. Przepisuję się do kółka teatralnego, a wy... A wy róbcie co chcecie- mówi wyniosłym tonem, obraca się na pięcie i wychodzi.
Cisza. Chyba muszę poszukać sobie innego kółka.
- Więc co robimy? - pyta Kuba.
- No jak to co? - odpowiada zdeterminowanym tonem Filip. - Rozkręcamy to kółko sami.

14 października 2013

Rozdział I

Budzik dzwoni punktualnie o 7:30. Niechętnie wstaję z łóżka. Wychodzę na korytarz i od razu podążam do łazienki. Obmywam twarz, by pozbyć się resztek snu z powiek. Spoglądam w lustro, w drzwiach widzę mojego młodszego brata Maćka.
- Ja robię śniadanie, a ty prasujesz ubrania? - pyta.
- Jasne- odpowiadam i odwracam się żeby wziąć żelazko z półki.
Rozstawiam deskę do prasowania po czym idę po naszykowane już wczoraj ubrania. Prasuję koszulę i spodnie dla brata oraz czarną sukienkę dla mnie. Ledwie kończę, a Maciek już woła mnie na śniadanie. Wyłączam więc żelazko i idę do salonu.
Jesteśmy sami przez co możemy zjeść śniadanie w spokoju. Mama już poszła do pracy, a tata... właściwie nie wiem, co teraz robi. Nie jestem pewna, czy wrócił na noc do domu. Ale to nie jest teraz ważne. Szybko sprzątamy po posiłku i idziemy kontynuować nasze przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. Ubieram sukienkę i baletki, następnie układam włosy. Co za szczęście,że są naturalnie proste. Wykonuję lekki makijaż, zarzucam sweter na ramiona i biorę torebkę. Na korytarzu czeka już Maciek.
- Łał, świetnie wyglądasz- mówi. Czuję się dziwnie słysząc od niego taki komplement.
- Ty także- odpowiadam i czochram jego włosy. Wiem,że bardzo tego nie lubi.
Rzuca mi jeszcze jedno nienawistne spojrzenie, po czym wychodzi na klatkę schodową. Id/ę tuż za nim i zamykam drzwi do mieszkania. Odwracam się, a on wciąż poprawia swoją rozczochraną przeze mnie fryzurę. Śmieję się w duchu i razem idziemy na przystanek.
Tramwaj przyjeżdża punktualnie, przez co pod Publicznym Gimnazjum nr 2 jesteśmy już o 8:30. Chwilę stoimy w ciszy i podziwiamy potężny gmach budynku.
-Powinnaś już iść, inaczej się spóźnisz- mówi Maciek i odwraca się w moją stronę. Widzę, że jest zestresowany i lekko markotny. Nie dziwię się mu, w końcu on też zaczyna dzisiaj coś nowego, mianowicie naukę w gimnazjum.
- Ej, nie przejmuj się. Dasz sobie radę i wszystko będzie dobrze. Tylko uśmiechnij się,proszę.
Wzdycha, ale podnosi kąciki ust do góry. Uwielbiam,kiedy się uśmiecha. Wygląda wtedy tak pięknie. W takim momencie nikt nie pomyślałby ile bólu mógł doświadczyć ten trzynastolatek.
- Trzymam za ciebie kciuki-całuję go w czoło i odchodzę.
- Ja za ciebie także- woła za mną. Nie dziękuję ,chociaż czuję, że Jego wsparcie mi się przyda.
Do mojego nowego liceum dochodzę na pięć minut przed dziewiątą. Wchodzę do środka  i idę za strzałkami prowadzącymi na salę gimnastyczną. Idę opustoszałym korytarzem, pozostali uczniowie pewnie już zajęli swoje miejsca. Spoglądam na rzędy szafek szkolnych. Ciekawe która z nich będzie moja.
To liceum to zwykły ogólniak, jednak jest tu niezbyt dużo uczniów. Dlatego są tutaj szafki rodem z ameryki. Szkoła nie ma co prawda najlepszej opinii, jednak nie stać mnie na naukę w prywatnej szkole. Co prawda ciocia chciała opłacić mi lepsze liceum, ale nie mogłam się na to zgodzić. I tak mam już u niej spory dług wdzięczności.
Wchodzę przez szerokie drzwi. Sama nie wiem, ilu uczniów jest na sali gimnastycznej. Trzystu? Czterystu? Trudno mi się odnaleźć w tym gwarze. Powoli, kawałek po kawałku, spojrzeniem badam pomieszczenie. Na drugim końcu widzę dużą, prostokątną tabliczkę z napisem „Ia”. Myślę ,jak niezauważenie się tam dostać. Nie jest to chyba możliwe, musze przejść przez środek sali. Biorę głęboki wdech i szybko idę do mojej nowej klasy. Siadam na pierwszym krześle z brzegu i słyszę cichy trzask mikrofonu. Dyrektor zaczyna przemówienie.

Prolog

Siedzę w swoim pokoju i wyglądam przez okno. Kolejny dzień z rzędu słońce mocno praży. Na horyzoncie pojawia się dobrze znana mi sylwetka mężczyzny. Pewny siebie stąpa po skąpanym w promieniach chodniku. Wstaję i cicho idę do przedpokoju. Przez uchylone drzwi zaglądam do salonu, szybko jednak się wycofuję. Mój tyran jeszcze śpi, nie chcę go zbudzić.
Po klatce niesie się szczekanie psa tej dewoty spod jedenastki. Wychodzę przed drzwi, wiem, że mój gość jest już blisko. Na widok jego promiennej twarzy mimowolnie się uśmiecham. Jak zwykle daje mi papiery do podpisania, po czym wręcza mi przesyłkę. Ku mojemu zdziwieniu dzisiaj ma dla mnie dwie paczki. Dziękuję mu i chowam się w otchłani mieszkania. Wracam do mojego pokoju i stawiam kartony na łóżku. Uważnie im się przyglądam. Oba są zaadresowane tym samym chwiejnym pismem należącym do mojej cioci. Jedna jest znacząco większa od drugiej.
Ciche skrzypnięcie drzwi. Odwracam się, mimo że dobrze wiem kto przyszedł. Widzę cień uśmiechu na jego twarzy. Jak zwykle cieszy się na samą myśl o otrzymaniu prezentu. Spogląda na wierzch większej paczki. Nie ma tam jednak napisanego imienia „Maciek”. Trochę mniej zadowolony bierze mniejsze pudełko i wychodzi z pokoju zostawiając mnie samą.
Biorę nożyczki z biurka i rozdzieram taśmę, którą jest zapieczętowana paczka. Otwieram. Moim oczom ukazuje się koperta. Wyjmuję ją i nosem wciągam woń mocnych damskich perfum. Delikatnie, uważając żeby  nie podrzeć, otwieram ją.
List napisany jest na ozdobnej, bladoróżowej kartce z papeterii. Złożona jest na cztery części. Po chwili wahania rozkładam ją. ”Mam nadzieję,że Maciek nie będzie mieć mi za złe, że dostałaś większą paczkę. Całkowicie uważam, że Ci się należy, w końcu niedługo idziesz do liceum. Głowa do góry, zaczynasz przecież całkiem nowy etap w życiu, Kochana”-czytam. Ma rację. Zaczynam nowy rozdział w moim życiu. Od teraz to ja ustalam zasady gry.
by Heather - Land of Grafic